RSS
czwartek, 29 października 2009
18 milimetrów człowieka

Jest. Pojawił się. Maleńki przecinek. Moje dziecko. Już niedługo będzie miało tłuste rączki i nóżki. Będzie szczerzyło do mnie swoje wszystkie 3 ząbki, śliniło się gryząc gumową zabawkę, raczkowało po parkiecie i ciągnęło za uszy naszego psa. Kto by pomyślał.

piątek, 23 października 2009
O wszystkim i o niczym

Co za dzień. Czas wlecze się niemiłosiernie. Do 12 jeszcze jakoś płynął, ale teraz to się najzwyczajniej w świecie zatrzymał i nie wiem czy ruszy. Jak tak dalej pójdzie to nie zdążę do doktora. A idę dziś upewnić się czy się dzidzia pokazała. Bo w ciąży jestem to pewne, ale ostatnio Pani doktor jeszcze nic tam nie widziała, więc na razie to takie dziecko widmo jest.

Nie mogę się już doczekać jutrzejszego poranka czyli najlepszej części tygodnia, gdy razem z małżem przy śniadaniu oglądamy głupkowate seriale do czasu aż nas (albo raczej tylko mnie) sumienie ruszy czyli prawie do południa. Chociaż jutro może się nie udać obijać tak długo, bo posprzątać trzeba, obiad przygotować, i na cmentarzu porządki zrobić. No i może małża na jakiś spacer wyciągnąć.
W niedzielę za to mamy zaplanowane spotkanie z dawno niewidzianą znajomą ze studiów. Cholernie nietowarzyska się zrobiłam ostatnio, bo mimo że dziewczynę lubię i na pewno będzie o czym pogadać, to nie chce mi się okropnie. No ale umówiliśmy sie w knajpie, do której można psiaki przyprowadzać, to może przynajmniej kluska rozerwie się towarzysko.

A w przyszłym tygodniu wybieram się na "This is it" i mam mieszane uczucia. Z jednej strony jestem ciekawa, a z drugiej mam wątpliwości czy to co zobaczę mi się spodoba. No i jest jeszcze pytanie, ile będzie w tym wszystkim prawdy?

wtorek, 20 października 2009
A może życie naprawdę zaczyna się po 30 ?

No i stało się. W piątek stuknęło mi 30 lat. I pewnie przeżyłabym to mocno (raczej nie skacząc z radości), gdyby w miejsce przykrej świadomości że się starzeję i że coś się kończy, nie wparowała świadomość, że jednak coś się zaczyna. Tego dnia bowiem dowiedziałam się, że jestem w ciąży.
Czy można było dostać bardziej efektowny prezent? Już w zeszłym roku myślałam, że lepszych urodzin mieć nie można, bo akurat wtedy spędzaliśmy z małżem urlop w Paryżu, ale kurde... chyba jednak można.
Małż chodzi teraz z uśmiechem od ucha do ucha i dumny jest z siebie jak paw. No i twierdzi, że ma dodatkową motywację do znalezienia roboty. A ja jak zwykle się martwię. Czy wszystko będzie dobrze z tą ciążą, czy dziecko będzie zdrowe, czy mu przypadkiem nie zaszkodziłam biorąc tabletki na migrenę, co będzie z moją pracą? No i mam wyrzuty sumienia, bo wydaje mi się, że powinnam się bardziej cieszyć. Ale ja po prostu nie lubię zmian. Boję się ich. A to będzie DUŻA zmiana, więc i mój strach jest spory.

środa, 07 października 2009
Smętnie

Dawno nic tu nie napisałam bo:
dużo się działo i nie miałam czasu
nic się nie działo więc nie było o czym pisać
X działo się dużo, ale nie na tyle ciekawego aby o tym pisać

Mam za sobą wizytę teściów, małż nadal szuka pracy, poprzedni pracodawca wisi mu kasę za 2 miesiące, Kluska rośnie, a przed wczoraj robiłam sobie pierwszy w życiu test ciążowy. Jakie to fajne, ten test znaczy się. Ta kreska taka wyraźna. Tylko jedna niestety, a może stety? Nie wiem. Wiem natomiast, że skoro w ciąży nie jestem to znaczy że znów mnie przydatki dopadły, czyli trzeba się wybrać do gina i znów 80zł za wizytę zapłacić. Ehh.

Nie cierpię tej pory roku. Dziś miało być słonecznie i w miarę ciepło, a tymczasem rano musiałam się wracać po parasol, mijając przez to aż 2 razy sąsiadkę z jej amstafem, którego boję się panicznie. W ogóle te ostatnie miesiące roku mnie dobijają. Chciałabym żeby już był styczeń. Wtedy to już wiosnę widać na horyzoncie, no dobra może nie widać, ale ma się świadomość, że to już zaraz.
Jak najszybszy koniec tego roku byłby też na rękę małżowi. Bo dla niego to on zdecydowanie dobry nie jest.
Dobrze, że mamy kluchę. Wystarczy na nią spojrzeć, żeby się człowiekowi morda śmiała.