RSS
czwartek, 18 września 2014
Przygoda w lesie

Był ciepły wrześniowy dzień. Pogoda zachęcała do wyjścia. Madzia wręcz nalegała. Wybraliśmy się więc na rodzinny spacer do lasu. Dziecko na rowerze, dziadkowie piejący z zachwytu nad sprawnością wnuczki swej, dumni rodzice, i szczęśliwy bo ganiający za patykami pies. No sielanka. Do tego jeszcze dodajcie wiewiórkę i wyobraźcie sobie taki obrazek. Ja w kuckach przy Madzi, wskazująca paluchem wiewiórę. Reszta rodziny z uniesionymi głowami. Babcia zachwycająca się puszystą kitką. Madzia uśmiechnięta. Gdzieś w tle zajęta patykiem Kluska. Ładnie prawda?

I wtedy wiewiórka - nie wiem kaskaderka czy zwykła oferma - spadła z drzewa. Wtedy również zauważyła ją Kluska. To co się działo potem trwało sekundy, ale były to bardzo długie sekundy. Kluska wydawała z siebie dźwięk będący połączeniem szczeku z warkiem. Wiewiórka zdążyła w tym czasie jeszcze ze 2 lub 3 razy spaść z drzewa, ja co najmniej 3 razy byłam przekonana, że Kluska już ją dopadła. Zdążyłam też pomyśleć:

- ona zaraz ją zeżre
- i co my wtedy powiemy Madzi
- ta wiewiórka na pewno jest chora (bo zakładam, że nie spadałaby tylko po to by podroczyć się z psem) i zarazi czymś Kluchę

 

Dlaczego Kluska ostatecznie zrezygnowała z pościgu? Podejrzewam, że zaczęła się martwić o swoją panią. Darłam się tak, że aż rozbolało mnie gardło. Rodzinka miała ze mnie ubaw przez całą drogę powrotną.

Nie wiem co się stało z wiewiórką. Albo uciekła, albo zeszła na zawał i została gdzieś w liściach. Byłam zbyt roztrzęsiona, by się tym zainteresować.

A najgorsze jest to, że nie mogłam nawet porządnie skarcić psa, bo Madzia obrończyni uciśnionych od razu zaczęłaby ryczeć. I nieważne, że w tamtej sytuacji bardziej uciśniona była wiewiórka.

Madzia ma teorię, że wiewiórka spadała bo była po prostu jeszcze malutka i nie umiała dobrze wspinać się po drzewach. Chciałabym w to wierzyć. Mniejsze ryzyko, że zeszła na zawał. Ale ma za to traumę na całe jej wiewiórcze życie.

 

Swoją drogą to zabawne, że mamy tu regularne wizyty dzików, widziałam już wyłysiałego lisa, krąży ponoć po okolicy jakiś wypasiony borsuk, ale to właśnie zwykła wiewiórka zafundowała nam takie emocje.

 

I jeszcze nasz dialog ze spaceru po lesie kilka dni później:

Madzia: Coś spadło, słyszałaś?

Ja: Mhm

Madzia: Żeby tylko nie znowu jakaś spadająca wiewiórka :)