RSS
piątek, 06 września 2013
Czemu?

Czemu pytające dzieci nie mają wyłącznika?

Czemu mamy nie posiadają funkcji autoodpowiedź?

Czemu nawet spacer po lesie nie jest dla matki relaksem tylko ciężką pracą umysłową nad serią pytań?

Co to? Czy ta szyszka jest czysta? Czy może być dla Klusi? Czy nasiusiałam na żuczka? Gdzie ten żuczek idzie? Czemu idzie do domku? Czy mogę pogłaskać tego pieska? Czemu? Czemu może być groźny? Co to za odgłos? Może wiewiórka? Czy mogę tu usiąść? Czemu? Od czego? Czemu patrzysz? Czemu się rozglądasz? Czemu lubisz się rozglądać? Gdzie są dziki? Dlaczego byś się bała? Dlaczego mogą być groźne? Jakie kły? W jakiej książeczce widziałam dzika? Gdzie jest dzięcioł? Czemu nie widać? Gdzie wysoko? Czy mogę pogłaskać? Czemu? A co to? Czemu trujący? A ten? Czyj to jest cień? Czy świeci słonko? Czemu? Czy idziemy w stronę domu? Czemu?

 

I teraz moje pytanie, które od powrotu z lasu nie daje mi spokoju. Jest przecież mnóstwo dzieci w wieku Madziuty, które jeszcze nie mówią. Jak one do cholery zaspokajają swoją ciekawość?