RSS
czwartek, 29 września 2011
Bałagan

Tak się cieszyłam, gdy udało mi się w końcu sporządzić mój poprzedni wpis, że idąc za ciosem i wykorzystując wenę, która mnie naszła, zabrałam się za robienie porządków na moim blogu. I co? I jest gorzej niż było. Sama się gubię w tym co stworzyłam, a klucz wg którego dzieliłam zakładki na grupy wydaje mi się teraz bez sensu. Niestety czasu na uporządkowanie tego bałaganu w najbliższych dniach mieć nie będę. Bo po pierwsze teściowe znów się stęsknili za wnusią i odwiedzą nas - przepraszam ją, bo my jesteśmy tylko dodatkiem do tego dziecka - w niedzielę. Do tego jutro zjeżdża się dawno nie widziana rodzina do mojej mamy, a ponieważ mama mieszka tuż obok to w sumie tak jakby do nas. Wobec czego trzeba będzie pomóc mamie w przygotowaniach kulinarnych i ogarnąć bałagan panujący w domu (to tak a propos punktu 6 z poprzedniego wpisu :) ) Nie wiem tylko skąd wziąć czas na porządki, skoro małż w tym tygodniu siedzi w pracy po godzinach, bo u niego w biurze trwa okres urlopów i łamania kończyn.

Zastanawiam się jeszcze jak delikatnie, czyli tak żeby się nie poobrażali, wytłumaczyć rodzince, że moje dziecko weszło teraz w taki okres swojego rozwoju, że boi się każdego, kto próbuje je zagadywać a nie wygląda jak mama, tata, babcia albo prababcia. Boję się, że prośba o to, by dać maleństwu trochę czasu na oswojenie z nowymi twarzami, może zostać zignorowana przez rządną niemowlęcych uścisków ciocię, co niechybnie zakończy się wrzaskiem Madziuty. No ale zobaczymy. Nie zapeszam, bo cioteczkę lubię i liczę na to, że przez najbliższe dwa tygodnie będzie żyła w przyjaźni z moim dzieckiem i przy okazji odciąży trochę moją mamę, gdy będę w pracy.


piątek, 23 września 2011
Nadrabiam zaległości

Jedna z moich wiernych czytelniczek, koleżanka ameba, pragnie chyba poznać moje najgłębiej skrywane tajemnice, bo po tym jak całkiem niedawno przedstawiłam sześć rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie, wytypowała mnie do wyjawienia kolejnych siedmiu;) Za wyróżnienie serdecznie dziękuję i z dużym opóźnieniem, ale w końcu zabieram się za wywnętrzanie:)



1. Boję się ciemności. Nie znoszę zostawać sama na noc. Pierwsze dwa razy po ślubie, gdy małż gdzieś wyjeżdżał, chodziłam na noc do mamy. Potem doszłam do wniosku, że to obciach, bo stara już ze mnie baba. Radzę więc sobie włączoną muzyką. Pomaga mi to w zagłuszeniu wszelkich szmerów i hałasów, których mieszkając w bloku nie da się uniknąć, a które przyprawiają mnie o drżenie. Niestety muzyka musi być dość głośna a to sprawia, że nie mogę zasnąć. Im dłużej nie mogę zasnąć, tym dłużej się boję, więc mój koszmar zamiast szybko się skończyć, trwa i trwa, dopóki nie zrobię się tak śpiąca, że nie jestem już w stanie się bać. Wyłączam wtedy muzykę i zasypiam. Dodam, że obecność Kluski w niczym nie pomaga, a wręcz przeciwnie. Gdy któregoś razu w środku nocy zaczęła warczeć, gapiąc się w stronę ciemnego przedpokoju, myślałam, że zejdę na zawał. Od urodzin Madziuty na szczęście nie musiałam jeszcze zostać sama na noc. Przy śpiącym dziecku rozwiązanie z głośną muzyką byłoby problematyczne.
No....także ten... przypominam, że nie mam 6 lat:/

2. Boję się pająków. Wielkość nie ma znaczenia. Oczywiście im większy tym gorzej. Dla mnie. Dla pająka wręcz przeciwnie. Bo o ile na małego jestem w stanie w przypływie odwagi podnieść kawałek obuwia, to dużemu zaszkodzić mogę jedynie na słuch.

3. Denerwują mnie faceci, którzy w koszulkach polo podnoszą kołnierzyki. Wg mnie podniesiony kołnierz np. w płaszczu służyć ma ochronie przed zimnem czy wiatrem. Ale gdy żar się leje z nieba, po co jeszcze dokładać sobie warstwę materiału na kark? ALE na modzie się nie znam, męskiej zwłaszcza, więc może się mylę? Może tak właśnie powinno się nosić polówki? Jeśli tak to proszę oświećcie mnie a przestanę się czepiać.

4. Nie znoszę prosić innych o pomoc. No nie cierpię i już. Nawet jeśli jest to tylko drobna przysługa. Zawsze czuję się wtedy jakbym kogoś wykorzystywała. Zwykle robię wszystko aby obejść się bez cudzej pomocy. I za diabła nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło, bo sama dość uczynna jestem.

5. Uwielbiam masło. Świeży chleb z grubą warstwą masła mogłabym jadać na śniadanie, obiad i kolację. Albo drożdżówę z masłem mmmmmniam. Mam nadzieję, że nie dorobię się od tego sklerozy.

6. Jestem potworną bałaganiarą. W kilka minut potrafię zrobić sajgon w posprzątanym mieszkaniu. A przyczyną jest mój wieczny pośpiech i ciągły brak czasu. Ja zawsze gdzieś pędzę. Gdy wracam do domu, to szkoda mi czasu na odłożenie ciuchów do szafy, bo jest coś pilniejszego do zrobienia. Gdy robię obiad, to szkoda mi czasu na zmywanie, bo można to zrobić później. Gdy przebieram małą, to zamiast używane ciuszki wynieść do łazienki, wieszam je na uchwytach od komody, bo przecież wynieść można później. Niestety, gdy przychodzi później, jestem już tak zmęczona, że nie mam siły na sprzątanie. I tak po całym domu walają się ciuchy, ciuszki, pieluszki, zabawki, kocyki, siatki po zakupach, jakieś dokumenty i co kto sobie jeszcze zażyczy. Dobrze, że małżowi to nie przeszkadza, bo gdybym trafiła na pedanta, to chyba by mnie zabił. Na szczęście co jakiś czas robimy generalne porządki, bo albo: a) nie wytrzymujemy tego bałaganu albo b) spodziewamy się gości:)

7. Nigdy nie farbowałam włosów. Dwukrotnie uznałam, że niewielka zmiana by się przydała i użyłam szamponu koloryzującego. Niestety za bardzo postarałam się o to by zmiana była delikatna i kompletnie nie było widać różnicy. No ale teraz przynajmniej wiem, że naturalny kolor moich włosów to średni brąz:)


Postanowiłam, że nie wyróżnię żadnego bloga (blogu?), bo musiałyby to być wszystkie, które odwiedzam.

Nie śmiejcie się z punktu 1, proooszę ;)