RSS
niedziela, 31 lipca 2011
Wyzwania macierzyństwa

Założyć pieluchę dziecku trzymającemu stopę w buzi.

Uniknąć plam, gdy dziecko kicha w miseczkę pełną marchewki.


piątek, 22 lipca 2011
Kluska i Madziuta w jednym stały domu

Ostatnie 9 dni to był jakiś koszmar. Kluska była osowiała jak chyba nigdy wcześniej. Nie miała apetytu, nie chciała wychodzić na spacery ani się bawić. Co się namartwiłam i napłakałam to moje. Nie wiem kiedy ostatnio żałowałam czegoś tak bardzo jak decyzji o sterylizacji. Owszem spodziewałam się, że mała będzie się źle czuła, ale nie że przez tyle dni. Nie cieszyła się ani ze smakołyków w misce, ani z powrotu pana do domu. Psa, który wcześniej słysząc słowo "idziemy" prawie fikał kozły z radości, teraz trzeba było wynosić na spacer na rękach, bo z własnej woli nie chciał wyjść. Nie chciało mi się wierzyć, że aż tak bardzo źle może jej być w pooperacyjnym wdzianku, ale wczoraj koło południa byłam już tak załamana, że postanowiłam spróbować je zdjąć, nawet kosztem spędzenia całego dnia obok jej posłanka, pilnując by nie wylizywała rany. No i chyba rzeczywiście chodziło o to, bo do wieczora Klusce znacznie się polepszyło, a dziś już całkowicie odzyskałam swojego radosnego i szalonego psa. Tak więc wdzianka już nie zakładamy i tylko od czasu do czasu musimy upominać Kluskę, żeby nie interesowała się brzuszkiem. Kamień spadł mi z serca. Każdy kto ma zwierzaka na pewno mnie rozumie, a kto nie ma niech nabędzie, bo (pomijając takie sytuacje jak powyższa) to kupa radości jest:)


Ale poprzednio obiecałam, że będzie o Madziutce, więc do rzeczy. Madzia w zeszłym tygodniu skończyła 5 miesięcy. Waży już 7,3 kg. To strasznie dużo do noszenia i moje plecy mocno to odczuwają, ale jeszcze jakoś daję radę.

Od jakiegoś czasu powoli rozszerzamy Madziutkową dietę. Poza mamowym mlekiem Madzia pije również mleko modyfikowane. Wprowadzenie go kosztowało nas trochę nerwów, bo wiadomo, że żadne sztuczne mleko nie jest tak dobre jak pierś mamy. Madzia próbowała dać nam to do zrozumienia krzywiąc się i plując, a jak to nie pomagało to głośno wyrażała swoją niechęć do nowego smaku. Ale, że mamę Madzia ma upartą, to końcu udało nam się dobrać i mleko i smoczek i teraz na widok butelki Madzia szczerzy swe bezzębne dziąsła. Poza tym Madzia zjada również marchewkę z ziemniaczkami, a w kuchni czeka na nią jeszcze cała sterta nowych smaków w słoiczkach.

Każdy dzień Madzia ma bardzo pracowity. Musi bowiem wyprodukować hektolitry śliny. Ledwo nadążamy ze zmianą ubranek, śliniaków i wycieraniem podłogi. Można by się było spodziewać, że wyrosną z tego jakieś ząbki, ale proces ślinienia trwa już ponad 2 miesiące, a ząbków jak nie było tak nie ma.

Poza tym Madziuta uwielbia Kluskę. Wodzi za nią wzrokiem, uśmiecha się do niej, woła w sobie tylko znanym narzeczu albo turla w jej kierunku. Kluska jednak nie odwzajemnia tego uczucia i podchodzi do Madzi z rezerwą, uciekając gdy tylko ta za bardzo się zbliży.

Na koniec pochwalić się muszę, że Madzia w końcu zainteresowała się swoimi stopami. Piszę „w końcu”, bo inne dzieci w jej wieku już dawno odkryły, że mają coś więcej poza piąstkami. No cóż, widać awersję do stóp odziedziczyła po matce.

Dziś już nic więcej nie napiszę, bo musiałabym przejść do rzeczy mniej przyjemnych z usypianiem na czele. O tym kiedy indziej.

czwartek, 14 lipca 2011
Stresogenny tydzień

Melduję, że żyjemy i mamy się dobrze. Po dzisiejszym usypianiu małej, główna zainteresowana i małż padli ze zmęczenia a ja jeszcze jakoś trzymam się w kupie, chyba dzięki melisce, którą popijam:)

Sporo się u nas ostatnio wydarzyło. Małż znalazł nową pracę. W jego obecnej firmie źle się dzieje i już połowa pracowników uciekła, a w poniedziałek i on złożył wypowiedzenie.

A wczoraj wysterylizowaliśmy Kluskę. Nie macie pojęcia jaki to był dla nas stres. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się bałam. Nawet przed porodem mniej się denerwowałam. Jeszcze przed wejściem do gabinetu chciałam wziąć małą pod pachę i wiać gdzie pieprz rośnie. A co się napłakałam to odchorowałam wieczorem w postaci migreny. Ale trzeba było to zrobić dla jej dobra i zdrowia w przyszłości. No i chyba wszystko jest w porządku. Mała jest jeszcze bardzo spokojna i mało zainteresowana tym co się dzieje dookoła, ale to pewnie normalne po tak poważnym zabiegu. Teraz tylko chodzimy za nią i pilnujemy, żeby nie wskakiwała na kanapę i łóżko, bo taki skok grozi otwarciem rany. Dziś nawet nie byłam z Madziutą na spacerze, bo trzeba było pilnować Kluski:)

Obiecuję, że w następnej notce będzie więcej o Madzi, a teraz zmykam spać, bo za jakieś 3 godziny moje wygłodniałe dziecię zrobi mi pobudkę.