RSS
czwartek, 25 czerwca 2009
To był drogi koncert

Zapalenie przydatków + 120zł za wizytę i leki:(

Dzisiejsza pogoda to jakaś pomyłka. Czy w tym roku w ogóle przewidziane jest lato?

wtorek, 23 czerwca 2009
Jestem hipochondryczką

Gdy tylko coś mnie zaboli od razu dopisuję do tego jakiś czarny scenariusz i zamartwiam się do czasu aż: a) samo mi przejdzie b) lekarz mi powie, że nic mi nie jest. Tym razem mam czarne myśli, bo boli mnie ... dokładnie nie wiem co. Pęcherz to chyba nie jest, bo ilość wizyt w kybelku mi się nie zwiększyła. No więc to chyba raczej babskie sprawy. A wszystko przez to, że zachciało mi się powrotu do czasów studenckich i siadania tyłkiem na piasku podczas koncertu na plaży. Raz dwa trzy tak fajnie grali. Nic to, na razie majtki babuni na d, długa koszulka, i czekam do jutra na to co mi powie gin.
I żeby chociaż jakieś wsparcie w małżu człowiek miał. To nie. Usłyszałam tylko, że za stara już jestem na takie rzeczy:/ Jak bym to ja miała 3 z przodu a nie on. I jakby on nie siedział ze mną na tej plaży.

piątek, 19 czerwca 2009
!@#$%& mać

Od trzech dni siedzę w pracy nad cyferkami choć księgową nie jestem. A miałam kiedyś ku temu aspiracje, dziękować bozi, że mój los inaczej się jednak potoczył, bo dziś wyobrazić sobie takiej dłubaniny nie mogę. W ogóle zmieniłam się ostatnimi czasy. Kiedyś byłam poukładana, zorganizowana, dokładna i inne takie określenia na baczność stojące. A teraz? Teraz przewróciło się niech leży, jutro to podniosę bo dziś mam lenia, ojej zapomniałam (a to wyłączyć piekarnik, a to zażyć globulkę (kurw..) albo jak się do domu dostałam). Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że poukładanym jest łatwiej, tylko żebym jeszcze wiedziała jak się znowu taką stać.

Ale o czym to ja chciałam? Aha o tych pieprzonych cyferkach, od których niedługo pie...lca dostanę. No bo co tu zrobić żeby wszystkim dobrze zrobić? Jak pogodzić ilości zamówione z możliwościami produkcji, tak żeby zamawiający był zadowolony a produkcja mnie nie zjadła, że im za dużo roboty zadaję? Jak wytłumaczyć zamawiającemu że nie możemy produkować po jednej sztuce, skoro to szwab pieprzony i on tak chce więc tak musi być? A produkcji jak wytłumaczyć, że mu bardzo zależy na czasie i jak nie dostanie w terminie to MI się oberwie. Nie da się. Jak już mi się wydaje, że może jednak będzie dobrze i zadowolimy Niemca to on przysyła informację że on jednak zmienia kolejność, i co innego jest mu pilnie potrzebne. I co my mamy teraz qrwa zrobić? Zatrzymać produkcję? Owszem możemy, ale zużytych materiałów to my juz nie odzyskamy, no sory winetu. A czas? Może w Niemczech jest z gumy, u nas niestety nie. A najgorsze jest to, że taki szwab, który najpierw człowieka wqurwi, to dzwoni potem i taki wqurwiony człowiek płaszczy się przed nim i wchodzi mu w tą niemiecką dupę bez wazeliny i próbuje delikatnie wytłumaczyć, że gdyby zdania nie zmieniał co 5 minut to byłoby nam znacznie łatwiej sprostać jego wymaganiom.
No. To żem się wyżaliła. Jutro weekend, jutro weekend, powtarzam to sobie jak mantrę. I dopiero w poniedziałek powiem szwabowi że nie dostanie tego co chciał w terminie w jakim chciał + we are so sorry, we did all we could, we need some more time, bla bla bla, i jak już mu się wqurw uzbiera taki jak mi dzisiaj, to się zamknę i pozwolę się opierdolić a co.

wtorek, 16 czerwca 2009
Amnezja?

W niedzielę przytrafiło mi się coś bardzo ale to bardzo dziwnego, co do dziś nie daje mi spokoju. Podczas wieczornego prysznica, gdy przez mą głowę przewijały się obrazy z całego dnia, dotarłam w końcu myślami do momentu, w którym odprowadziliśmy z małżem jego siostrę na pociąg i ...... i nic, pustka, amnezja, nie mogłam sobie przypomnieć jak wróciliśmy do domu. Wytężałam swój umysł, pewna że to kwestia sekund aż sobie przypomnę. Ale nie. Po kilku minutach stwierdziłam, że potrzebuję pomocy małża. Jego mina gdy zapytałam czy z dworca wracaliśy autobusem czy spacerem - bezcenna. Z jego pomocą przypomniałam sobie w końcu, że poszliśmy na przystanek i drogę gdy dochodziliśmy do domu też mniej więcej pamiętam, ale tego że jechałam trajtkiem do dziś nie mogę sobie przypomnieć. Baaardzo dziwne uczucie. Dodam, że byłam trzeźwa.
Niby nic takiego, ale jednak kawałek życia mi wcięło. Krótki bo krótki, kilkuminutowy zaledwie, ale mam nadzieję, że to sie więcej nie powtórzy, bo kawałek do kawałka ...

 

A psiaka jak nie było tak nie ma. Tym razem wszystkie pieski w ciapkowie się pochorowały:(

niedziela, 07 czerwca 2009
To był ciekawy weekend

Niedawno podjęliśmy z małżem decyzję o wzięciu szczeniaka. Już dawno o tym myśleliśmy, ale w końcu zmotywował nas fakt, że jakiś miesiąc temu moja koleżanka miała do oddania kocięta. Napaliłam się wtedy na nie straszliwie, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw stanęło jednak na psiaku. No więc wybraliśmy się wczoraj rano do ciapkowa na rekonesans. No i był tam taki jeden, na widok którego małż, gdyby mógł, zacząłby merdać ogonkiem. Dziś uznaliśmy, że trzeba zadzwonić i go zarezerwować, bo o drugiego takiego ładnego będzie ciężko. Niestety poinformowano nas, że piesek jest agresywny i nie polecają go osobom, które nie mają dużo czasu by go ułożyć (my niestety musielibyśmy zostawiać go na 8 godzin samego). Małż zachowywał się potem jakby mu ciastko zabrano.

Cała ta wizyta w ciapkowie była lekko przygnębiająca. Smutnego psa Normana i jednookiego kota długo będę pamiętać.

Cóż poza tym? Byliśmy w klubie filmowym na "Annie Hall" Woodego Allena. Genialne dialogi, kupa śmiechu i jak zawsze najlepszy Woody Allen. Czego chcieć więcej od filmu?

Aha no i  na wyborach byliśmy.

Ale tego psiaka to szkoda, kurde jak szkoda. Zastanawiam się jak u trzymiesięcznego pieska objawia się agresja... ale nie będziemy tego sprawdzać.