RSS
poniedziałek, 27 maja 2013
Więcej szczęścia niż rozumu

Zostawiłam wczoraj klucze do samochodu... w drzwiach samochodu. To już drugi raz. Za pierwszym, jakiś rok temu, tłumaczyłam się tym, że wyciągałam wózek z bagażnika, wkładałam do wózka Madzię, zagadałam się z mamą. Powiedzmy, że mogłam zapomnieć zamknąć auto. Choć to trochę naciągane tłumaczenie. Ale wczoraj? Ja je zamknęłam. Odchodząc, spojrzałam nawet, by się upewnić czy drzwi z drugiej strony są domknięte. Tylko, że klucze zostały w drzwiach. Zorientowałam się po ponad 3 godzinach, gdy nie mogłam ich znaleźć w torebce. Czy powinnam się martwić?



środa, 22 maja 2013
The Versatile Blogger Award

Obrazek dla The Versitale

Długo mnie tu nie było, a to z powodu zadania, które postawiła przede mną dirk5 (jej blog dirk5 chwyta chwile szczerze wszystkim polecam), a które okazało się być dla mnie nie lada wyzwaniem. Dirk nominowała mnie do ujawnienia 7 faktów z mojego życia, a ja przecież już dwukrotnie brałam udział w podobnej zabawie (dirk nie mogła o tym wiedzieć, gdyż nie była jeszcze wtedy moją czytelniczką). Dla kogoś kto wiedzie interesujące życie pełne spektakularnych wydarzeń i nieprzewidywalnych zwrotów akcji takie zadanie to pewnie bułka z masłem. Ale ja jestem nudziarą, która ma wszystko zaplanowane i poukładane i naprawdę trudno mi było przypomnieć sobie cokolwiek o czym byście jeszcze nie wiedzieli. Ale sprężyłam się, wygrzebałam z zakamarków pamięci może nie istotne fakty ale jakieś tam ciekawostki, o których raczej tu nigdy nie wspominałam i oto są:

- Nigdy nie oglądałam „Gwiezdnych wojen”, żadnej części.

- Nigdy nie miałam w ustach papierosa.

- Zanim mój małż został moją drugą połówką, byliśmy dobrymi znajomymi a jeszcze wcześniej uważałam go za dziwaka.

- O tym że boję się pająków pisałam wielokrotnie, ale na pewno nie wspominałam o tym, że spędziłam kiedyś kilka nocy w pokoju pełnym pająków. Był to mój miesiąc miodowy, wybraliśmy się z małżem do Kazimierza Dolnego, gdzie trafiliśmy do jednej z wielu tzw. kwater prywatnych, która okazała się być najgorszym miejscem w jakim kiedykolwiek nocowałam, właśnie ze względu na mieszkańców. Nie były to może wypasione okazy, tylko takie zwykłe długonogi, ale kryły się w każdym możliwym zakamarku naszego pokoju i do tej pory nie mogę wyjść z podziwu dla siebie, że wytrzymałam tam kilka dni. To chyba efekt euforii w jakiej żyłam tuż po ślubie.

- O tym, że miewam migreny też wiecie, ale nie opowiadałam chyba nigdy, że migrena dopadła mnie w dniu mojego ślubu. Oczywiście było to coś, o co obawiałam się najbardziej i co spędzało mi sen z powiek przez cały okres przedślubnych przygotowań. Wtedy jeszcze nie leczyłam się u neurologa i nie miałam dostępu do żadnej magicznej tabletki, która mogłaby przerwać ewentualny atak migreny. Dlatego gdybym mogła wybierać, to wolałabym już wpadkę w rodzaju złamany obcas, plama na sukni, zapomniane obrączki a nawet pryszcz na nosie. Wszystko byle nie ból głowy. Tego dnia obudziłam się bez bólu. Po czym o 8 rano odwiedziła mnie fryzjerka i stworzyła na mojej głowie coś, co daleko odbiegało od fryzury, którą mogłabym ewentualnie zaakceptować. Niestety autorka dzieła była z niego całkiem zadowolona a przyklaskiwały jej moja mama i babcia, i w żaden sposób nie mogłam ich przekonać, że nie wezmę ślubu wyglądając jak pluszowy miś. Zastosowałam więc metodę perswazji może mało wyszukaną, ale za to skuteczną. Rozpłakałam się. A ponieważ u mnie płacz = migrena, to ziścił się mój najgorszy koszmar. Tabletki nie pomogły. Wiecie co pomagało? Tańce. Dlatego całe swoje wesele spędziłam na parkiecie:)

- 7- latką będąc bardzo mocno przywiązywałam się do wszystkiego i wszystkich i nie lubiłam zmian (tak mi zresztą zostało do dziś), dlatego gdy pani wychowawczyni w połowie roku szkolnego posadziła mnie w jednej ławce z chłopcem, tak długo płakałam po powrocie do domu, że moja mama następnego dnia musiała przekonywać ją, by z powrotem pozwoliła mi siedzieć z moją ówczesną najlepszą psiapsiółką. Do dziś pamiętam wściekłe i drwiące spojrzenie mojej wychowawczyni (nie była chyba najlepszym pedagogiem). Ale swego dopięłam:)

- Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na kolejne dziecko, to chciałabym aby to również była dziewczynka.

 

Do zabawy powinnam nominować 15 blogów, ale ponieważ ja nawet tylu nie czytuję, postanowiłam wybrać jedną rodzynkę, asprocolię, której blog Dyskretny urok codzienności czytuję od bardzo dawna i chętnie poznam nowe fakty z jej życia :)