RSS
niedziela, 31 maja 2009
Rozrywki weekendowe

Od jakiegoś czasu miałam ochotę wybrać się do teatru, więc gdy w piątek wygrałam (tak tak wygrałam) bilety na sobotni spektakl byłam mega szczęśliwa (i dumna). Niestety sztuka okazała się kiepska (gdyby nie moje rytmiczne potrząsanie ręką małża, prawdopodobnie by zasnął, a w trzecim rzędzie to trochę głupio) więc całe szczęście, że była za darmo. W każdym razie w teatrze byliśmy, na jakiś czas powinno mi wystarczyć.

Dziś natomiast postanowiliśmy wykorzystać dobrą pogodę (w końcu) i jako formę rekreacji wybraliśmy spacer. Efekt tego jest taki, że za chwilę ląduję z nogami w misce i mam nadzieję, że będę w stanie dobiec jutro rano na przystanek. Nigdy więcej spacerów na obcasach, nawet jeśli to obcas typu kaczuszka.

czwartek, 28 maja 2009
Coś o mnie

Na Forum Humorum znalazłam dziś wątek zatytułowany "10 przypadkowych faktów o Tobie".
Oto moje:

1. Uwielbiam zapach bzu
2. Lubię patrzeć na chmury
3. Nie znoszę miśków Haribo
4. Nie oglądałam Matrixa
5. Nie lubię głośnej muzyki
6. Jestem bałaganiarą
7. Nie mam podzielnej uwagi
8. Boję się ciemności
9. Nigdy nie miałam lalki Barbie
10. Wk...ia mnie Danny DeVito w reklamach WBK

sobota, 23 maja 2009
A mogło być tak pięknie
To miała być prawie idealna sobota. Rano wspólne śniadanko, potem wspólne robienie obiadu (bardzo udanego z resztą) a po południu wyjście do naszej ulubionej knajpki. I co? I gówno. Nie nie, nie wyrażam się, dosłownie gówno, bo małż od obiadu połowe czasu spędza na tronie. I jeszcze próbuje mi wmówić, że go sosem sojowym podtrułam. Nici z wyjścia:( Nic to, zapuszczam Barrego White'a i idę piec ciasteczka. I sama będę je jadła, bo małż przecież nie może:)
piątek, 22 maja 2009
Uroki pracy za miastem

Takie oto piękne okazy udało mi się dzisiaj sfotografować

boćki

piątek, 15 maja 2009
Good news

Małż znalazł robotę uffff. Tzn. jeszcze nic nie jest pewne, ale dostarczył wczoraj wymagane dokumenty i wkrótce mają mu przysłać umowę. Nie skacze jeszcze z radości, bo po ostatnich kilku doświadczeniach z robotą która jest pewna, a z której w końcu nic nie wychodzi, to właściwie niczego nie można być pewnym w 100%. Ale ja już widzę ogromną różnicę w jego zachowaniu. Porzucił ponurą minę i w końcu jest sobą czyli zachowuje się ekhm no jak by to ... no głupkowato no, ale oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa (jeśli w ogóle może ono takie znaczenie posiadać). I co najważniejsze można przestać traktować o lajtowo. Bo ostatnio obchodziłam się z nim trochę jak z jajkiem Już nawet przestałam sobie żartować z tego, że jest bezrobotny, bo go to naprawdę nie śmieszyło. Dziwny jakiś;) No ale chyba wszystko wraca na swoje miejsce (odpukuję, żeby nie zapeszyć) i będzie można znów zatopić się wstarej sprawdzonej i jakże przyjemnej rutynie.

A przed chwilą małż wybył na pochlaj party, więc mam wieczór tylko dla siebie. Pobuszuję po niecie, powieszę pranie, odwiedzę matulę i ogólnie podelektuję się słodkim lenistwem.

 

sobota, 09 maja 2009
Mój mąż romantyk

Wczorajszy wieczór. Ja w kucki zamiatam podłogę w kuchni. Małż stoi i jakoś tak czule na mnie patrzy.

ja: co tak patrzysz?

małż: lubię patrzeć na ciebie z góry

ja: wiedziałam, że powiesz coś romantycznego

małż: jak dobrze jest cię nie zawieść