RSS
czwartek, 24 kwietnia 2014
O małej złośnicy, skokach rozwojowych i modzie wśród przedszkolaków

Od 15 lutego, gdy Madziuta skończyła 3 latka, przymierzam się, by zrobić jakiś entuzjastyczny wpis z tej okazji. Tylko ciągle jakoś ciężko zdobyć mi się na entuzjazm. Głównym powodem jest to nieszczęsne przedszkole, do którego nastawienie Madzi zmienia się jak w kalejdoskopie. Ale poza tym to ona przechodzi chyba jakiś okres buntu, bo złości się okropnie, wybucha płaczem bez powodu i generalnie jej zachowanie jest dalekie od wymarzonego przeze mnie.

Nie będzie to jednak wpis narzekający, bo Madzia po tygodniowej chorobie od wtorku znów chodzi do przedszkola a ja w związku z tym jestem bliższa podejściu „moja biedna mała dziewczynka” niż „niech ta małpa wreszcie przestanie ryczeć”. Właściwie chyba nie powinnam się jej czepiać, bo w końcu temperament choleryka odziedziczyła po mnie:) Inne cechy, mimo że denerwujące, też nie do końca muszą być wadami. Bo może i jest uparta jak mały osiołek, ale tak sobie myślę, że w dorosłym życiu ten upór może jej się przydać w zdobywaniu celów. Jest też bardzo upierdliwa, ale jeśli wykorzysta tę upierdliwość np. w ubieganiu się o awans, to albo go otrzyma, albo wyleci z pracy. Ale biorąc pod uwagę jej urok osobisty to liczę, że raczej to pierwsze:)

A poza mam nadzieję, że to całe zachowanie to po protu jakiś gigantyczny skok rozwojowy, po którym znów będziemy dumni ze swej córki.

Niewtajemniczonym wyjaśniam, że skok rozwojowy polega na tym, że dziecko przez dłuższy okres daje rodzicom w kość po to by nagle zaskoczyć ich jakąś nową umiejętnością albo zabłysnąć inteligencją. Ja tłumaczę to sobie tak, że dzieci intuicyjnie wyczuwają kiedy przesadziły i że jeszcze trochę a rodzice „niechcący” zgubią je w tłumie. Więc aby ratować swoją skórę, wytaczają najcięższą broń. Wywołują w rodzicach dumę i zachwyt. No i jak tu pamiętać, że jeszcze wczoraj dziecko froterowało podłogę w sklepie domagając się cukierka, skoro dziś wypowiedziało pierwsze zdanie?

Skoro już się tak rozpędziłam w tym nienarzekaniu i szukaniu pozytywów, to niech będzie, że się nawet pochwalę. Madzia ma za sobą pierwszy publiczny występ. Wzięła bowiem udział w międzyprzedszkolnym konkursie piosenki. I nie to jest dla mnie powodem do dumy, bo że ona umie śpiewać wiedziałam od dawna, ale to że wystąpiła. Bardzo się baliśmy, że stchórzy, bo owszem gwiazdorzyć lubi, ale raczej w gronie osób, które zna. Sama co prawda bała się wyjść na środek sali, ale z mamusią u boku zaśpiewała i to z uśmiechem na buzi.

A ja przy okazji tego konkursu nauczyłam się, że w świecie dzieci nie ma przesady a estetykę definiuje się nieco inaczej. Ponieważ Madziuta śpiewała o wiośnie w błękitnej sukience i krokusach, to założyłam jej niebieską kwiecistą sukienkę, bo tak się złożyło, że ma taką w swojej garderobie i dałam w łapkę krokusik. Rozważałam jeszcze wpięcie spinek z kwiatkami we włosy, ale uznałam że to może być już za dużo. Jak się okazało nawet z tymi spinkami strój Madzi i tak byłby bardzo minimalistyczny w porównaniu ze strojami innych dzieci. Widać było żem początkującą mamą przedszkolaka.

Na koniec obiecana już dawno fotka.

 

Madzia 3 latka



niedziela, 20 kwietnia 2014
Wesołych Świąt

Gdy ma się dziecko, patrzy się na świat jego oczami, a wtedy rzeczy nabierają nowego znaczenia. Nawet przygotowywanie święconki staje się wielkim wydarzeniem. Madziuta miała dziś pójść do kościoła tylko z małżem żebym mogła spokojnie zająć się pichceniem na jutro, ale gdy zobaczyłam jak ona się cieszy z tego wyjścia z koszyczkiem, doszłam do wniosku, że nie mogę tego przegapić. I nie żałuję, że poszłam. Z robotą i tak się wyrobiłam a obraz Madziuty co dwa kroki poprawiającej serwetkę na koszyczku i martwiącej się czy kurczaczkom nie będzie zimno, na zawsze będę miała w pamięci:) 

Żebyście wiedzieli ile radości mogą małemu człowiekowi sprawić zwykłe ozdobne kurczaczki. To one były dziś najważniejsze. Spały z Madzią, jadły, były z nią na spacerku a nawet oglądały bajki:)

Życzę Wam moi mili byście umieli cieszyć się drobiazgami, jak dzieci.