RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
Mała brzydka rzecz a cieszy
Znalazłam dziś w pracy długopis, który zgubiłam kilka dni temu. Długopis jest z serii tych przeźroczystych, ma gumkę antypoślizgową od jakiegoś innego (bo oryginalna się zużyła) i połamaną nakrętkę, ale przez te kilka dni gdy go nie miałam, czułam się jakbym nie umiała pisać. To się nazywa siła przyzwyczajenia.
piątek, 24 kwietnia 2009
Wiosna

W końcu ją poczułam. Niby już od dłuższego czasu wszyscy o niej trąbili i wmawiali że ciepło. Pewnie nawet w centrum i na południu tak było, ale my tu nad morzem to zawsze mamy przechlapane. Dopiero kilka dni temu wyskoczyłam z kozaków i ciepłego płaszcza (ale rękawiczki na poranną drogę do pracy zostawiłam). Marzłam przez te dni niemiłosiernie, ale już nie wypadało pokazywać się inaczej niż w letnich ciuchach. Aż tu w końcu dziś, gdy czekając na autobus w drodze powrotnej z pracy delektowałam się tym, że w końcu nie marznę, zaskoczył mnie widok zielonych drzew. Zastanawiam się jak długo ich nie zauważałam...

Małż dalej bez pracy. Jest coraz bardziej przybity. Gdy wracam z roboty do domu wita mnie z miną zbitego psa. Co prawda udaje mi się dość szybko poprawić mu humor i wieczory są już całkiem normalne, ale gdy rano wychodzę do pracy to wiem, że gdy się obudzi, znów będzie się zadręczał. Ja jakoś się nie przejmuję. Miesiąc bez pracy to jeszcze nie koniec świata. Martwi mnie tylko jego samopoczucie. 

Ale nic to, jest piątkowy wieczór, małż już w dobrym humorze i postaram się, żeby tak było przez cały weekend.

wtorek, 21 kwietnia 2009
Głośno myślę
Przeczytałam dziś na WP artykuł o mężczyźnie, który zabił swojego psa. Konkretnie zakatował na śmierć. Grożą mu za to 2 lata więzienia.
Ale nie o tym chcę pisać, bo sprawa wiadomo, że jest przykra. Tym co mnie bardzo zaskoczyło były komentarze internautów typu: bez przesady, przecież to tylko zwierzę, aż 2 lata? zajmijcie się tym co ważne, czy ironizowanie i porównywanie sprawy do zabicia komara czy muchy. Oczywiście były też opinie wyrażające żal i oburzenie z powodu zachowania właściciela, ale tych bagatelizujących problem było naprawdę sporo. Nie sądziłam, że aż taka znieczulica panuje wśród ludzi.
I jeszcze jedna rzecz dała mi do myślenia. Nagłówek artykułu brzmiał: Zezłościł się i zabił. Ale nie zaprowadził do uśpienia, nie skręcił karku ani nawet nie utopił. Ignacy N. z Rumi zakatował swojego psa na własnym podwórku.
Czyli co? Skręcenie karku jest lepszym sposobem na uśmiercenie zwierzaka? Niektórzy internauci na szczęście też zwrócili na to uwagę, bo już myślałam, że może ja jakaś przewrażliwiona jestem.
sobota, 18 kwietnia 2009
Filmowo

Obejrzeliśmy wczoraj Pulp Fiction. To jest, jak to małż mówi, klasa film. Ogląda się go ze wstrzymanym oddechem, żeby przypadkiem żaden dialog człowiekowi nie umkną. No i ta muza.

Dziś namówię małża na ściągnięcie Gran Torino, bo po przeczytaniu recenzji na blogu Paryżanki, straszniem go ciekawa.

piątek, 10 kwietnia 2009
Wielki Piątek

Dziś będzie pracowity dzień. Czeka mnie pieczenie ciast (pomagam mamie w świątecznych przygotowaniach), wizyta u doktora, pakowanie i .. sru w drogę. Na święta wybywamy do teściów. Nawet się cieszę, choś i tak wolałabym spędzić je z mamą i babcią. No ale rozumiem potrzebę małża pobycia ze swoimi i egoistką nie jestem (przynamjmniej mocno się staram nie być) więc niech mu będzie.

Mam nadzieję, że moich dzisiejszych planów nie pokrzyżuje mi migrena. Zrobiłam wszystko co można, żeby ją przepędzić. Wstałam wcześnie, wypiłam herbatę z dużą ilością cukru, zażyłam końską dawkę magnezu no i oczywiście niezastąpioną (choć nie zawsze niezawodną:/) solpadeinę. Oby to wystarczłoy, żeby to co mi się tam dobija do głowy poszło sobie w cholerę.

Mam też nadzieję, że ten dzisiejszy pęd nie przesłoni mi tego, co w dzisiejszym dniu jest najważniejsze. Jakoś tak zawsze miałam, że Swięta Wielkiej Nocy przeżywałam bardziej niż Boże Narodzenie. Małż twierdzi, że to dlatego, że są mniej komercyjne. Hmm może i ma rację. Ale z drugiej strony nie jestem przecież małą dziewczynką, której renifery, choinka i czerwone świeczki miałyby przysłonić wymiar religijny świąt. A jedenka w TE święta to, co wyłania się ze stosu kurczaków i tulipanów jest dla mnie bardziej dniosłe. A może większość ludzi tak ma?

Byłam wczoraj na Drodze Krzyżowej, która mnie tak jakoś wyciszyła i naprawdę odpowiednio nastroiła. Małż nie chiał iść. Nie odczuwał takiej potrzeby. Szkoda. Rozumiem jego niechęć do coniedzielnych mszy, ale droga krzyżowa to jednak coś zupełnie innego. Tam się idzie po to, żeby naprawdę poczuć wielkość tego co się stało. No ale właśnie, znów ten mój punk widzenia świąt. A może on poprostu nie potrzebuje wizyty w kościele żeby TO poczuć?

 

 

środa, 01 kwietnia 2009
No i wróciłam...

Tzn wróciłam już jakiś czas temu, ale małżem się nacieszyć musiałam. Nie sądziłam, że będę aż tak tęsknić. Chyba się kurna uzależniłam. Małż twierdzi, że to dobrze, ale ja nie jestem tego taka pewna. Taka rozłąka to normalnie prawie boli fizycznie. Pierwszy tydzień jakoś zleciał, ale drugi to już ciągnęłam na rezerwie. Nie żebym się źle bawiła. Wręcz odwrotnie. I choć pod koniec miałam już dość chińczyków, ich języka, żarcia, pałeczek (wrr) i smrodu to muszę przyznać, że dzięki towarzyszącym mi długim nosom było całkiem sympatycznie i zabawnie.

A to mała pamiątka z podróży.

Great Wall

 

A co do szarej codzienności na polskiej ziemi, to coś się kurde ostatnio pieprzy. Dziś małż zadzwonił ze swojej nowej roboty z taką informacją, że mi szczęka opadła i uspokoić się nie mogę. Zawsze coś, zawsze qurwa coś...