RSS
piątek, 02 marca 2012
Kiepski początek drugiego roku

Madzia chyba trafiła na jakąś urodzinową promocję i hurtem zgarnęła choróbska. Zaczęło się od lekkiego kaszlu a skończyło na zapaleniu gardła, ucha i pięciodniowej trzydniówce.

Bilans poprzedniego tygodnia jest następujący:
  • 3 doby takiej temperatury, że dziecko parzyło przez ubranko
  • 10 dni antybiotyku
  • 4 noce takiego płaczu, jakby ją ktoś ze skóry obdzierał
  • dwukrotne pobieranie krwi
  • wizyta u laryngologa, po której do dziś mam ochotę odwiedzić panią dr i jej nastukać, bo myślałam, że mi dziecko z płaczu zejdzie i ciągle nie mogę sobie darować, że siedziałam tam i trzymałam małą za główkę, żeby ta sadystka mogła jej w uchu grzebać
  • bunt przeciwko butelce taki, że już poważnie baliśmy się, że nam się dziecko odwodni. Madzia nie chciała nic pić, bo wyczuła, że za każdym razem próbujemy jej wcisnąć jakieś świństwo (antybiotyk lub probiotyk) a my musieliśmy próbować w płynie bo łyżeczką albo strzykawką się nie dało.

No ale stopniowo mała dochodziła do siebie. W weekend było już znacznie lepiej a w poniedziałek wróciło nasze radosne i uśmiechnięte dziecko. Po wczorajszej kontroli u laryngologa już myśleliśmy, że możemy zapomnieć o chorobie na dobre, a tu dziś przypałętał się katar. W zasadzie to ja jej go sprzedałam, bo ja wczoraj mogłam nosem kwiatki podlewać.

Mam tylko nadzieję, że to wszystko to skutek spadku odporności spowodowanej wychodzącymi ząbkami. Pediatra powiedziała, że Madziutek ma dziąsła w stanie tragicznym. A zdaje się, że przyjrzała im się dobrze, tak się mała darła.

Mówię Wam, najgorszemu wrogowi nie życzę chorego dziecka. Wolałabym tydzień najstraszniejszej migreny niż żeby mała choć jeden dzień chorowała.

Trzymajcie kciuki, żeby ten katar znów nie spowodował infekcji uszka:(