RSS
wtorek, 24 grudnia 2013
Wesołych Świąt

Życzę Wam Moi Drodzy Radosnych i Spokojnych Świąt.

Aby nikt Was w te dni nie zdenerwował. A nawet jeśli zrobi to ktoś z Waszych bliskich, nie zapominajcie, że i tak go kochacie. Jeśli nie zdążycie zrobić jakiejś potrawy, uszy (a raczej uszka) do góry, macie jeszcze 11 innych. Coś się przypaliło? Nic nie szkodzi. Smak śledzi zabije wszystko:) Szkoda, że nie ma śniegu? Pomyślcie o tych, którzy w te święta wybierają się w daleką podróż samochodem. Dla nich to lepiej. A może nie zdążyliście umyć okien? Spokojnie, nikt nie będzie patrzył przez okna, bo bez śniegu na zewnątrz jest szaro i buro.

Pamiętajcie, nie musi być idealnie. Bo idealnie znaczy nudno:)



czwartek, 19 grudnia 2013
Nie jestem gwiazdą

Wiecie na czym polega różnica między gejem a pedałem? Albo ekscentrykiem i zwykłym dziwakiem? Znalazłam kolejne takie zestawienie. Jakiś czas temu przeczytałam o cudownych właściwościach olejku arganowego i o tym, że do pielęgnacji włosów stosują go m.in. Salma Hayek, Penelope Cruz czy Kim Kardishan. Nabyłam więc olejek, by choć trochę poczuć się jak jedna z gwiazd. Tylko, że o ich włosach mówi się, że są lśniące, a o mnie dzisiaj można było jedynie powiedzieć: poszła baba z tłustymi włosami:/

Ale do pielęgnacji skóry polecam.



środa, 18 grudnia 2013
Piernikiem w pecha

Postanowiłam, że nie poddam się pechowi. O naprawie samochodu pomyślę w przyszłym roku a w tym już nic złego mnie nie spotka. Przecież idą święta. Nastrój świąteczny zapanował u nas na dobre. Wczoraj piekłyśmy z Madzią pierniczki. Ona pomagała mi w wykrajaniu kształtów, a ja ani razu się na nią nie wkurzyłam:) No dobra, raz, ale nie dałam tego po sobie poznać. A dziś robiłyśmy pierogi. Tu możliwości pomocy ze strony Madzi były raczej okrojone, ale ona nawet tego nie zauważyła, bo była zajęta swoim kawałkiem ciasta i mąką. Po wszystkim wyglądała jak córka młynarza, a Kluska miała mąkę nawet na rzęsach, bo przez cały czas siedziała pod stołem. Nauczona doświadczeniem liczyła na spadkowe. Magdzie oczywiście spadało, ale tylko surowe ciasto. Klucha może i tym by nie pogardziła, ale ponieważ ostrzegłam córkę, że piesek nie powinien konsumować surowego ciasta, to za każdym razem gdy jej upadło, dawała tak szybkiego nura pod stół, że wyprzedzała Kluskę. Wieczorem zaś ubieraliśmy choinkę. Musiałyśmy z Madziutą poczekać, aż małż wróci z pracy, bo prosił byśmy bez niego nie zaczynały. Koniecznie chciał patrzeć na radość córki. Zwykle przy takich przedsięwzięciach bywa u nas nerwowo, bo my obie jesteśmy choleryczki. Tymczasem dziś ani razu się nie wnerwiłam, mała ani razu nie rozpłakała i o dziwo nie zbiliśmy ani jednej bombki, mimo że Madzia chcąc rozbujać jedną z nich na gałązce, pierdyknęła ją z liścia tak, że przefrunęła przez pół pokoju (bombka, nie Madzia). Ponieważ dziecię nasze nie należy do tych, którym można dyktować gdzie mają wieszać bombki, efekt końcowy odbiegał dość mocno od norm estetycznych. Większość ozdób, pogrupowana kolorystycznie, znajdowała się na dolnych gałęziach:) Ale warto było. Dla tego uśmiechu na jej buzi, dla podskoków z radości i dla ochów przy każdym otwieranym kartonie z bombkami. A gdy zasnęła, zabrałam się za poprawki i teraz choinka wygląda jak należy:)



poniedziałek, 16 grudnia 2013
Jeszcze tylko dwa tygodnie

Do niedawna nie mogłam się zdecydować czy ten rok jest dla mnie dobry czy nie. Niby nic złego się nie wydarzyło, ale jednak ciągle coś było nie tak jak powinno, szczególnie w ostatnich miesiącach. No i w końcu nabrałam pewności. Mam go już dość. Chcę by się skończył, bo z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej.

W piątek wybrałam się do niedawno otwartego centrum handlowego, gdzie na podziemnym parkingu zarysowałam samochód o jakąś na pewno bardzo potrzebną tylko nie wiem czemu tak nisko umieszczoną skrzynkę. Zarysowałam to mało powiedziane. Mam wgniecenie na tylnych prawych drzwiach i nad kołem. Jestem wściekła, ale nawet nie na siebie. Oczywiście to była moja wina, w końcu skrzynka sama mi na samochód nie wlazła, ale na tym parkingu jest tak ciasno, że uważam się za rozgrzeszoną. Sama byłam świadkiem jak ktoś zahaczył o jeden ze słupów, i to taki bez skrzynki czyli jeszcze większa pierdoła ode mnie:). A w piątek jakiś mężczyzna próbował mnie pocieszać mówiąc, że to już drugi przypadek bliskiego spotkania ze skrzynką, który widział. Jakby nie mogła wisieć o metr wyżej.

Ale można też na to zdarzenie spojrzeć z innej strony. W piątek był 13. Gdyby pechowość tego dnia skumulować z moim tegorocznym „szczęściem”, to i tak dobrze, że tylko to mi się przytrafiło.



środa, 11 grudnia 2013
Wyobraźnia dziecka

Wiedzieliście, że z czterech zwykłych kwadratowych klocków Lego Duplo, tych najmniejszych z zestawu można zrobić: kanapę, ulicę, schodki, bębenek, okulary, kręgle, kredkę a nawet dwie, pieska i mamusię dla Pusi*? A jak się dołoży jeszcze jeden klocek to wyjdzie butelka dla Pusi. Ja też nie wiedziałam. Córka mi to dziś wytłumaczyła. Można też te 4 klocki nosić i tulić albo położyć się z nimi i coś do nich szeptać. I tak przez cały dzień. Jak jej się znudziło budowanie i tulenie to zaangażowała mnie. A z mamusią i 4 klockami to dopiero jest frajda. Można przez nie wspólnie przeskakiwać. Można kazać mamusi wejść do kółka (tak moi drodzy z 4 klocków da się również zrobić kółko) i wyskakiwać z niego. Można też zrobić dwie różdżki i kazać mamusi czarować. Dziś to były 4 niebieskie klocki a jakiś czas temu 2 pomarańczowe i 1 żółty.

A ja się głupia zastanawiam co jej kupić na gwiazdkę.

 

* Pusia to kotek Hello Kitty