RSS
niedziela, 25 grudnia 2011
Wesołych Świąt

Wszystkim tym, którzy z pełnymi po wigilijnym obżarstwie brzuchami i zdartymi od śpiewania kolęd gardłami już dawno śpią oraz tym, którzy krzątają się jeszcze po powrocie z pasterki, życzę świąt pełnych radości, miłości i spokoju.

wtorek, 13 grudnia 2011
Czujecie święta?

Bo ja już tak. Dość wcześnie zaczął mi się w tym roku świąteczny nastrój i nawet nie zdążyły mnie zdenerwować mikołaje w listopadzie, może dlatego, że rzadko na mieście bywam, więc nie widuję:) Czekam z niecierpliwością na kolejną świąteczną piosenkę w radio, choćby to miało być „Last Christmas” po raz trzeci tego samego dnia. W tym tygodniu planuję ubrać choinkę i upiec makowce. Zamrażarkę mam już pełną pierogów i krokietów z kapustą i grzybami. Nie będzie niestety w tym roku zapachu pierniczków made by ja, ale przy Madzi muszę ograniczać roboty kuchenne do niezbędnych, bo inaczej padłabym na nos i co mi wtedy po pierniczkach. Przydałoby się jeszcze trochę śniegu na święta. Nie za dużo, żeby teściowie mogli do nas bezpiecznie dotrzeć. Tak tylko, żeby się ładnie zrobiło. A żebyście wiedzieli jak Gdynia wygląda w okresie świątecznym mmmmm ( Amebo to do Ciebie;) )


W niedzielę weszliśmy z małżem na empik.com i w kilkanaście minut kupiliśmy prezenty dla większej części naszej rodzinki. I sobie nawzajem też:) Trochę się wahaliśmy czy zdradzać co dla siebie mamy, ale w końcu postanowiliśmy, ze tym razem obejdziemy się bez niespodzianek. No i wzruszył mnie małż trochę, bo naprawdę postarał się aby mi się podobało. Chyba sama bym w ten sposób nie podeszła do szukania książki dla siebie. On wie, że uwielbiam Paryż, więc szukał czegoś z Paryżem w tytule. Trochę to ryzykowne, ale trafił na książkę, która może być naprawdę ciekawą pozycją. Tak więc lista, którą przygotowałam dla Mikołaja, na wypadek gdyby miał problem z prezentem dla mnie, będzie musiała poczekać na inną okazję. No chyba, że zrealizuję ją bez okazji:)

W ogóle wzrusza mnie ten mój małż ostatnio. Rozczulam się za każdym razem, gdy patrzę, jak bawi się z Madziutą. Widzę, że naprawdę to lubi. I dziwię się skąd ma tyle cierpliwości. To dziecko nie jest w stanie go zdenerwować. Na przykład wczoraj. Miałam mega migrenę, więc gdy tylko małż przekroczył próg domu, wręczyłam mu Madziutę, a sama zaległam z nadzieją, że uda mi się to cholerstwo przespać. Madzia miała wczoraj niestety wyjątkowo słaby dzień, więc co rusz słyszałam jakieś wrzaski i płacz. A małż niewzruszony, zabawiał ją jak mógł, tłumaczył, że tak nie wolno albo pokazywał zwierzątka w książeczce, mimo braku zainteresowania z jej strony. Ja już dawno wyszłabym z siebie, rzuciła jakimś przekleństwem i na pewno darowałabym sobie tłumaczenie. Ale ja jestem choleryczką. Sama siebie potrafię wkurzyć:)
środa, 07 grudnia 2011
Dziś jest dobry dzień na wpis

Bo mam dobry humor:) Madziuta chyba wyczuła, że rodzice ciągnęli na rezerwie i od początku tego tygodnia zachowuje się jak nie ona. Nie marudzi bez powodu, w ciągu dnia zasypia na długie drzemki o stałych porach, a i wieczorem jest znacznie lepiej. Zasypia szybko i bez płaczu. Co prawda na rączkach, ale postanowiłam przestać się tym przejmować. Odpuszczam sobie uczenie jej samodzielnego zasypiania. Skoro od ponad 9 miesięcy nie zrobiłyśmy żadnych postępów a momentami było wręcz gorzej niż na początku, tzn. że albo ja jestem nieudolną nauczycielką albo mała wyjątkowo upartym dzieckiem. Od teraz co wieczór jedynym moim celem będzie aby zasnęła jak najszybciej. Nieważne jak. Jeśli trzeba ją nosić, będę nosić dopóki mój kręgosłup to wytrzyma. Byle tylko nie wierzgała i się nie odpychała, bo wtedy moje nerwy mogą nie wytrzymać. Strasznie mnie to wkurza.

Doszłam do wniosku, że tym co najbardziej mnie męczyło w związku z jej zasypianiem było to moje cholerne planowanie i analizowanie. Zamiast skupić się na tym aby dziecko bezboleśnie zasnęło w danym momencie, ja zastanawiałam się jak będzie zasypiać w przyszłości. Nosiłam ją i zadręczałam się. A co będzie jak się przyzwyczai? Może powinnam ją już odłożyć? Ale co jak się rozbudzi? I tak w kółko. Dosyć tego. Co ma być to będzie. Kiedyś w końcu nauczy się zasypiać samodzielnie. Prawda? W komentarzach mile widziane będą twierdzące odpowiedzi:)

To samo dotyczy smoczka i nocnych pobudek na karmienie. Mała budzi się w nocy i domaga cyca. Po ostatniej próbie (za namową naszej pediatry) odmówienia jej tego cyca, doszłam do wniosku, że jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na odstawienie od piersi i to przede wszystkim dla mnie. Nie krzyk małej był najgorszy, ale ten żal w jej oczach. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wraz z wiekiem nie zrobi się jeszcze bardziej uparta i że coraz łatwiej będzie jej pewne rzeczy wytłumaczyć.

A dziś mamy dzień piszczenia (nasze biedne uszy) i klaskania. Bardzo to rozkoszne, ale byłoby łatwiej gdyby przestała klaskać przynajmniej na czas karmienia łyżeczką;)

A oto i obiecana fotka.