RSS
środa, 30 grudnia 2009
Święta święta i odchorowujemy

Wróciliśmy w niedzielę późną porą, po tym jak się okazało że na tlk trzeba było kupić bilety już przed świętami a express spóźnił się o pół godziny. Kluska mimo grubego futerka przemarzła na dworcu chyba tak samo jak my. Za to w pociągu zachowywała się jak aniołek. Do tej pory z resztą jest grzeczna, pewnie ze szczęścia, że jest w domu i żaden beagle już jej nie tłucze.
My tymczasem jesteśmy dość mocno przeziębieni. Oboje powinniśmy leżeć w łóżku, jednak jako  niezbędni dla funkcjonowania naszych firm (to ciekawe, że człowiek jest niezastąpiony tylko wtedy gdy potrzebuje wolnego) chodzimy do pracy. Tak więc nowy rok żegnamy ciągając nosem, bynajmniej nie z żalu, że się kończy. Raczej zacieramy ręce odliczając czas do jego końca. 2009 zdecydowanie nie był  dla nas dobrym rokiem. Małż dwukrotnie stracił pracę, później straciliśmy dziecko. Więcej już chyba wymieniać nie muszę? A znalazłoby się jeszcze trochę tego. Jedyną dobrą rzeczą jaka nam się przytrafiła jest Klucha i tylko ją ze sterty "fanty 2009" zabieramy w Nowy rok. Reszcie podziękujemy.

czwartek, 24 grudnia 2009
Pachnie mi tu choinką

Nie no jestem z siebie dumna, jest 09:30 a ja zaraz wyciągam piernik z pierkarnika. Zanim jednak zacznę robić paszteciki muszę opanować migrenę. Nie wiem czy słuchanie jak George Maichael spiewa coś o nieszczęśliwych ostatnich świętach i nadrabianie zaległości na blogu to dobry sposób, ale może się uda. Zrobię wszytsko, żeby moja głowa nie zepsuła tego dnia. Nawet piesek się dziś stara i jakiś taki grzeczny od rana.

Gdyby ktoś szukający wytchnienia od świątecznych przygotowań w wirtualnym świecie jakimś cudownym świątecznym zbiegiem okoliczności tu trafił to życzę Wesołych Świąt.

niedziela, 20 grudnia 2009
Jingle bells

Ależ świątecznie się zrobiło. Vonda Shepard śpiewa christmas songs, makowiec pachnie w całym mieszkaniu, pierniczki już w połowie zjedzone, Kluska wychasana na śniegu, nawet małż jest świątecznie przeziębiony.

To chyba będą udane święta. Wigilię spędzimy tak jak mi na tym zależało czyli u mojej mamy, a w pierwszy dzień świąt bierzemy Kluskę w teczkę i jedziemy do teściów zobaczyć ich nowego beagla. Żeby tylko nie było tak przeraźliwie zimno, bo ciężko się ruszać mając na sobie 7 wartsw ciuchów.