RSS
poniedziałek, 28 listopada 2011
Wieści z frontu

Tak wiem, że od 2 miesięcy się nie odzywam. Mea culpa a raczej Madzi culpa. Nieładnie tak zwalać winę na dziecko nie?:) Przepraszam wszystkich którzy tu zaglądają (został jeszcze ktoś taki?) i sprawdzają czy żyję. Wiedzcie, że żyję, wszyscy żyjemy i mamy się dość dobrze. Nie piszę, bo albo nie mam czasu, albo sił (a zazwyczaj jednego i drugiego), albo mamy gości, albo ja migrenę (np. wczoraj). Jednym słowem zawsze kurna coś. Zdarzają się wieczory, gdy już wydaje mi się, że w końcu uda mi się zasiąść do komputera i stworzyć jakąś wiekopomną notkę, ale zwykle wtedy Madzia urządza nam taki koncert przedsenny, że po jej uśpieniu jestem w stanie sklecić jedynie przekleństwa. Niestety nadal walczymy z usypianiem. Było już na tyle dobrze, że wystarczało pół minuty na rączkach, odkładałam małą do łóżeczka i zasypiała, ale to trwało krótko. Później był etap wieczornego wycia przed każdym zaśnięciem. A później etap: gdy jestem na rączkach, udaję, że śpię, ale jak tylko mnie mama odłoży to wstaję. Aktualnie mamy etap niespodzianek, czyli nigdy nie wiadomo jak będzie. Do tego sama sobie zrobiłam ała, upierając się, że sama opracuję strategię usypiania małej. I teraz małż nie może jej uśpić, bo ona jest przyzwyczajona, że robię to ja. Tak więc co wieczór męczę się ja, męczy ona, małż niecierpliwie czeka aż wyjdę z pokoju zostawiając w nim uśpionego wyjca i tylko Kluska ze stoickim spokojem przechadza się po domu rozpraszając Madziutę stukotem pazurków na parkiecie. A chwaliłam się jakiś czas temu, że mała przesypia całe noce? No to już nie mam czym się chwalić. Wydaje mi się, że jej pobudki zbiegły się z moim powrotem do pracy, ale głowy nie dam bo już nie pamiętam. Powiem tylko, że trzy pobudki to pikuś i wtedy noc można zaliczyć do spokojnych.

Ale tak poza tym nie jest źle. Mała coraz pewniej stoi i robi to przy każdej możliwej okazji a od ostatniej niedzieli w końcu raczkuje. Jest bardzo pogodna, choć nadal potrafi dać nam w kość marudzeniem, gdy tylko coś jej nie pasuje. Charakterna jest skubana bardzo. Ma już pięć ząbków i następne w drodze. A grzywka urosła jej tak bardzo, że musimy ją związywać w antenkę na czubku głowy. Obciąć przecież nie można, bo... nie wiem co, ale jakiś zabobon mówi, że nie i już:) No i nadal potrafi nas rozbroić jednym swoim uśmiechem i robi to bardzo często:)

To tyle tak z grubsza. Nie obiecuję, że będę pisać częściej, bo nie wiem czy mi się uda. Do Was też ostatnio rzadko zaglądam, ale jak już zasiadam to nadrabiam zaległości, więc nie martwcie się, nic nie umknie mojej uwadze. Zauważyłam zresztą, że nie tylko ja zaniedbałam pisanie - pozwolę sobie pogrozić palcem, bo nieźle mi to ostatnio wychodzi;)