RSS
czwartek, 27 lutego 2014
Nowe doznania

Jeszcze wczoraj, gdyby ktoś zapytał mnie o najbardziej bolesne doświadczenie, bez wahania wymieniłabym poród i leczenie kanałowe dolnej szóstki. Dziś mogę dodać przytrzaśnięcie palca klapą od bagażnika samochodu, po którym byłam bliska zwymiotowania i utraty przytomności. Aby doczłapać się na trzecie piętro do mojego mieszkania musiałam dwukrotnie przysiadać na schodach. Po przekroczeniu progu domu byłam w stanie jedynie zasiąść na podłodze w przedpokoju. Pewnie bym się tam nawet położyła gdyby nie pewna upierdliwa czwórka: Kluska liżąca mnie po twarzy, Madzia zadająca pytania i usiłująca mnie przytulić, mama powtarzająca w kółko „O Boże” i małż, który proponował pomoc w przetransportowaniu mnie na łóżko, jakby mi nie było wszystko jedno, gdzie zemdleję.

Zaczynam podejrzewać, że jestem bardzo mało odporna na ból, skoro miałam takie przeżycia tylko z powodu palca.



czwartek, 13 lutego 2014
Szczyt roztargnienia i dlaczego czasem warto późno kłaść się spać

Ponieważ Madzia ma ostatnio bunt jedzeniowy, na wczorajszy obiad musiałam jej przygotować parówkę, którą jeszcze toleruje, z papryką którą niezmiennie uwielbia i z nadzieją, że ugryzie choć kawałek chlebka. Pokroiłam więc paprykę, włożyłam na talerz i czekając aż podgrzeje się parówa, postanowiłam nakarmić również Kluskę. Wyjęłam puszkę z jej jedzeniem i... wrzuciłam garść Kluskowych kulek na talerz Madzi, tuż obok papryki :)

Również wczoraj, gdy około północy wyjrzałam przez okno zobaczyłam stadko dzików. Nie byłoby w tym nic specjalnego, bo dziki to u nas normalka, gdyby nie fakt, że była to locha, która leżała sobie na środku trawnika i karmiła swoje małe. A po wszystkim 6 włochatych świnek przebiegło gęsiego między zaparkowanymi samochodami i pobiegło za swoją mamą do lasu. Coś pięknego.



piątek, 07 lutego 2014
Kocham mojego męża

W zeszłym tygodniu małż miał robioną kolonoskopię. Oszczędzę Wam opisu, co było tego przyczyną, bo sama nie znam dokładnie wszystkich objawów. Małż przedstawił mi je bardzo oględnie, bo jest to temat dość osobisty a my pomimo 6 lat małżeństwa i 13 znajomości nie jesteśmy jeszcze na etapie sikania czy puszczania bąków w swojej obecności, więc i rozmowy o kupie nie przychodzą nam bez skrępowania :) W każdym razie to co mi powiedział w połączeniu z wujkiem Googlem i moją skłonnością do przesadzania i panikowania wystarczyło, abym podejrzewała najgorsze. Ostatnie tygodnie były więc dla mnie koszmarem. Żebyście wiedzieli ile Zdrowasiek zmówiłam, ile wizyt w kościele odbyłam i ile w tym kościele naobiecywałam. Tak wiem, jak trwoga to do Boga. Ja akurat zawsze byłam praktykująca, ale jak pojawiła się trwoga to zarówno ilość jak i jakość tych praktyk znacznie wzrosły.

Nie mamy jeszcze wyniku badania histopatologicznego, więc nie napiszę co wyszło. Nie jest to na szczęście to, czego się obawiałam. Tak więc mimo że choroba prawdopodobnie i tak jest dość poważna i wymaga długiego leczenia, odetchnęłam z ulgą.

Cała ta sytuacja uświadomiła mi, nie tyle ŻE, bo to akurat wiedziałam, ile JAK BARDZO kocham mojego męża i jak bardzo lubię swoje życie. I nic bym w nim nie zmieniła. Ani w życiu, ani w mężu. Mimo że często wkurza mnie niemiłosiernie, jest niedomyślny, flegmatyczny, za dużo siedzi przy kompie, a kwiaty kupuje tylko „z okazji”. Pomimo tych wad, jest cudownym człowiekiem, jest inteligenty, ma mój ulubiony rodzaj poczucia humoru, kocha zwierzęta (ludzi trochę mniej, ale pustelnik też musi mieć swoje miejsce w świecie), można się z nim wybrać do teatru i na koncert szant. Można z nim oglądać niskobudżetowe horrory bez obawy, że zostanie się wyśmianym, jak również ambitne filmy, bo on tylko udaje, że ich nie rozumie:) Możemy wspólnie zachwycać się naszym psem i prześcigać w wymyślaniu złośliwości na temat Madziuty, gdy nas zdenerwuje:) A co najważniejsze, zawsze mogę liczyć na jego pomoc, tylko czasem muszę się o nią upomnieć:) Ale to już wina wspomnianej wyżej niedomyślności i gapowatości.

Przez te ostatnie dni dojrzałam też do decyzji o kolejnym dziecku. Jeszcze nie teraz, ale na pewno chcę je mieć. Głupio by było gdyby jedynym powodem rezygnacji z czegoś tak ważnego był strach przed porodem. Zresztą wiem, że dam radę, bo małż będzie przy mnie.