RSS
środa, 15 lutego 2012
Mamy roczek!

Rok temu, o godzinie 2:52, w nocy z poniedziałku na wtorek, po krótkim i sprawnym (ale dla mnie i tak wystarczająco trudnym by na razie nie myśleć o kolejnych) porodzie przyszła na świat Madziuta. Dziś ma już 8 ząbków (bardzo możliwe że więcej, ale konia z rzędem temu komu uda się zajrzeć jej do paszczy albo kto odważy się włożyć tam palec). Potrafi zrobić cacy cacy, papa, pokazać jaka jest duża i ukochać, gdy ktoś ją o to poprosi (i oczywiście gdy ma na to ochotę). Dzielnie raczkuje i od kilku dni chodzi trzymana za rączki. Uwielbia gdy czytamy jej książeczki i tańczymy trzymając ją na rękach. Potrafi powiedzieć mama, tata, nie, łała (hau hau).

Ja natomiast o minionym roku mogę powiedzieć, że był niewątpliwie najtrudniejszym w moim życiu. Pełnym niewiadomych (o co jej chodzi?), wyzwań (dowiem się o co jej chodzi) i stresów (nie zaspokajam potrzeb mojego dziecka, bo nie wiem o co mu chodzi). Pełnym nieprzespanych nocy, wielu wybuchów złości i płaczu (moich i Madziuty). Mogę powiedzieć, że nie spodziewałam się, że macierzyństwo jest aż tak wyczerpujące. Ale mimo to wiem, że mam najsłodsze dziecko na świecie, a do tego zdrowe i radosne i nie zamieniłabym go na żadne inne (nawet po takim dniu jak dzisiejszy, a wierzcie mi byłam bliska mordu). Nie zamieniłabym głównie dlatego, że małż by się na to nie zgodził. Musiałabym wtedy zmienić też i jego, a on zawsze grozi, że gdyby odszedł to z psem. Wymiana całej rodziny nie bardzo mi się kalkuluje. Tak więc Madzia po rocznym okresie próbnym zostaje na kolejne lata:)

A tak Madziutek wygląda dziś:)


PS. Nadal zazwyczaj nie wiem o co jej chodzi ;)

środa, 08 lutego 2012
Rzeź

Żeby nie być gołosłowną postanowiłam wzmiankę o stawaniu się kurą domową poprzeć czynami. A ponieważ każda szanująca się kura domowa powinna mieć swój ulubiony serial, najlepiej brazylijski, to znalazłam sobie polską brazylianę „Julię”. Denerwuje mnie tam wszystko i wszyscy ale i tak co rano o godz. 8 zasiadam obok bawiącej się Madziuty i oglądam. I nie powstrzymuje mnie nawet to, że Madzia cały czas zerka na ekran, a przecież staramy się ograniczać jej kontakt z telewizją do minimum. Tak, wstydzę się, że to oglądam. Nie, nie zmierzam przestać.

W weekend byliśmy z małżem na „Rzezi” i oboje jesteśmy zachwyceni. Naprawdę warto zobaczyć ten film ze względu na świetne, dowcipne, często złośliwe (co uwielbiam) dialogi i fantastyczną grę, szczególnie aktorek. Długo nie mogłam się zdecydować, która bardziej mi się podobała, Jodie Foster czy ciocia Leonarda (jak mawia małż:)). Chyba jednak Jodie Foster ale to pewnie dlatego, że wg mnie miała większe pole do popisu. Już dawno, oglądając film, tak dobrze się nie bawiłam. Jestem ciekawa czy to zasługa Polańskiego czy po prostu sztuka jest tak dobra. Teatr miejski w Gdyni właśnie wystawia „Boga rzezi” i zastanawiam się czy tego nie sprawdzić.