RSS
czwartek, 24 lutego 2011
No i się zaczęło

Małż, po tym jak od narodzin małej siedział z nami w domu i dzielnie mi pomagał, wrócił dziś do pracy. Zostałyśmy więc same na placu boju: ja, Magda i Kluska. Z naszej trójki najpewniej w tej sytuacji czuje się chyba Magda. Kluska i ja jesteśmy raczej lekko zdezorientowane. Klucha nadal dość nieufnie patrzy na to małe ruszające się i krzyczące stworzenie. Ja natomiast nie bardzo się orientuję czy stworzenie krzyczy, bo znów jest głodne czy może po protu się nudzi.

Na chwilę obecną udało mi się (poza karmieniem, przewijaniem, masowaniem, smarowaniem parafinką i przebraniem po ulaniu) zjeść śniadanie, zrobić pranie, wziąć baaardzo późny prysznic i wyskoczyć na 5 minut do mamy na obiad (mama oczywiście była w tym czasie u mnie i pilnowała małej). Myślę, że to nie jest zły wynik, biorąc pod uwagę fakt, że mała jest dziś bardzo marudna. Byłoby mi o wiele łatwiej gdybym nie czuła się tak fatalnie. Nie miałam pojęcia, że dochodzenie do siebie po porodzie zajmuje aż tyle czasu.

wtorek, 22 lutego 2011
Róża rozkwitła
Dokładnie tydzień temu o godzinie 2:52 przyszła na świat nasza córeczka. Jest cała, zdrowa i śliczna. Niektórzy zapewne pamiętają nasze rozterki związane z wyborem imienia dla niej. Ja do ostatniej chwili nie byłam przekonana do trafności naszego wyboru, ostateczną decyzję podjął więc małż. No i mamy małą Magdalenę, która rządzi teraz każdą minutą naszego dnia. Nie jest łatwo, ale liczę na to, że to kwestia czasu (oby krótkiego) aż nauczymy się rozumieć jej język i rozpoznawać potrzeby. Mam nadzieję, że znajdę czas i siły aby informować Was o efektach naszego docierania się.
piątek, 04 lutego 2011
Wyczekiwania ciąg dalszy

Dziękuję wszystkim blogowym ciociom i wujkowi (zdaje się wiecho, że jesteś rodzynkiem) za miłe słowa i trzymanie kciuków. Jak widać Wasze wirtualne wsparcie jest skuteczne, bo udało nam się zrealizować kolejny cel. Dotrwałyśmy do wczorajszego usg. Mała waży 2.850kg i ma się dobrze. Poród? Może dziś, może jutro, a może za 2 tygodnie. Najgorsze jest to, że nie wiem czego się spodziewać. Już 3 razy w ciągu ostatnich dni myślałam, że zaraz się zacznie. Na szczęście to były fałszywe alarmy.

Tak sobie myślę, że może mała ma wyczucie chwili i chce przyjść na świat wtedy, gdy już naprawdę wszystko będzie gotowe? Poczekała aż zrobimy przemeblowanie, złożymy łóżeczko i komódkę dla niej. Dała nam czas na wypranie i poprasowanie ciuszków. Brakuje już tylko pościeli do łóżeczka. Jest zamówiona, czekamy na przesyłkę. Może ona czuje, że jeszcze nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik i czeka na właściwy moment? Oznaczałoby to, że wdała się w mamusię: nic bez planu i przygotowań:) W każdym razie skoro tak dobrze nam idzie, trzeba podnieść poprzeczkę. Kolejny termin, do którego dążymy: środowe ktg.

wtorek, 01 lutego 2011
Wciąż w jednym kawałku

Przyszedł luty a mała nadal w środku:D Pierwszy sukces za nami. Do prawidłowego terminu porodu zostały już tylko 3 tygodnie, więc nawet gdyby w tej chwili zachciało jej się przyjść na świat to i tak żaden tam wcześniak z niej nie będzie. Ale nie spoczywajmy na laurach. Kolejny cel: wytrzymać do czwartkowego usg.