RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Mam za sobą straszny weekend

Weekend bez małża, z wyjątkowo marudną Madziutą i dwudobową migreną. Ktoś da więcej?
W sobotę rano małż wyjechał do swoich rodziców. Nie był w rodzinnym domu już rok, więc sama go tam wykopałam. A ponieważ rodzicom zepsuł się ostatnio komputer, to miał dodatkową motywację. Musiał jechać, by przywrócić im łączność ze światem. Zostałam więc sama na polu bitwy i od początku wiedziałam, że to nie będzie równa walka. Madziuta pierwszą drzemkę skróciła sobie ze zwyczajowych 2 godzin do 10 minut. A później? Później beczała za każdym razem, gdy czegoś chciała albo na coś jej nie pozwalałam. Resztę dnia spędziłam robiąc co w mojej mocy, by nie rozwścieczyć mojego dziecka i by ból głowy nie rozhuśtał mi się zbyt mocno. Niestety pod wieczór migrena rozwinęła się do tego stopnia, że w nocy musiałam wołać na pomoc mamę, bo Madziuta budziła się co chwilę, a ja nie byłam w stanie jej usypiać nie tyle z powodu bólu co towarzyszących mu mdłości. Wczoraj w ciągu dnia z moją głową było jeszcze gorzej niż w nocy. Z pomocą mamy dotrwałam jakoś do wieczornego powrotu małża i zaraz po uśpieniu małej, też poległam. I dopiero dziś nad ranem ból zelżał. Choć nawet teraz boję się wykonywać gwałtowne ruchy głową, bo nie mam pewności czy jeszcze gdzieś tam nie tkwi.
Ale wiecie co mnie zaskoczyło? Że w ciągu tak krótkiego czasu zdążyłam tak mocno zatęsknić za małżem. Sądziłam, że przy Madziutce nie zdążę nawet zauważyć, że go nie ma. Ale już sama świadomość, że wróci dopiero następnego dnia sprawiała, że czułam się nieswojo. To straszne być tak uzależnionym od drugiej osoby;)

środa, 18 stycznia 2012
Ko ko ko
Aby nie zaczynać pierwszego w nowym roku wpisu od złych wiadomości, powiem Wam najpierw, że Madziuta umie się przytulać. Wystarczy powiedzieć uściskaj/przytul mamę/tatę/babę/misia a ona zarzuca rączki na szyję i ściska i jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie:)

No, to teraz mogę napisać co mi leży na sercu. Z końcem grudnia skończyła mi się umowa o pracę i mi jej nie przedłużono. Główną przyczyną jest kryzys i mniejsza ilość pracy w naszym obecnie już tylko jednoosobowym dziale. Ale myślę, że nie bez znaczenia były moje ostatnio niezbyt  dobre stosunki z szefem. Mogłabym Wam teraz opowiedzieć historię o starym królu, któremu niestety się zmarło, jego synu, który przejął tron oraz złej królowej, która nigdy mnie nie lubiła. Ale prawda jest taka, że pod nowymi rządami też już trochę przepracowałam i jakoś szczególnie źle mi nie było. Zresztą nie będę Was zanudzać szczegółami. Puenta jest taka, że jestem bezrobotna.
Żałuję strasznie bo przepracowałam w tej firmie 8 lat. To była moja pierwsza praca po studiach i uwielbiałam ją. Dawała mi naprawdę dużo satysfakcji. No i ja strasznie nie lubię zmian. Przywiązałam się mocno do miejsca, mimo że miałam daleko i do ludzi mimo że nie wszystkich uwielbiałam. Nawet do wstawania o 4:50 się przyzwyczaiłam. Dodajcie do tego moją niechęć do zmian i będziecie wiedzieli jak się czuję. Na samą myśl, że będę musiała się wgryzać w coś nowego robi mi się niedobrze. Na razie siedzę w domu i walczę z coraz częściej nachodzącą mnie myślą o zostaniu kurą domową.