RSS
sobota, 29 stycznia 2011
Czekamy...

Jestem bliska rozczłonkowania. Dwa dni temu pani doktor powiedziała, że mam być zwarta i gotowa, że ma nadzieję na zobaczenie mnie jeszcze w przyszłym tygodniu na usg, ale są duże szanse, że urodzę nawet w ten weekend. Tak więc jedyne co robię to leżenie, aby jeszcze choć kilka dni donosić małą, i jedzenie, aby ją jak najbardziej podtuczyć. Ona chyba rzeczywiście próbuje się wydostać. Na razie wyjścia szuka w okolicy moich żeber i prawego boku i mam nadzieję, że nieprędko znajdzie tę właściwą drogę. Ja faktycznie czuję się gorzej. Po odstawieniu tabletek przeciwskurczowych brzuch napina mi się zdecydowanie częściej i pojawiają się jakieś dziwne bóle. A może to tylko efekt nadmiernego wsłuchiwania się w siebie? Nie wiem. Na razie za cel postawiłam sobie wytrzymanie do lutego. Mam nadzieję, że damy radę. Trzymajcie kciuki.

czwartek, 20 stycznia 2011
4 rzeczy o mnie
Zostałam zaproszona do zabawy przez Amebę, więc podejmuję wyzwanie.

4 programy/seriale, które oglądam

Kiedyś byłam serialową maniaczką i oglądanie kolejnych odcinków pochłaniało spory kawał mojego życia, więc teraz wystrzegam się wszelakich nowych tasiemców, aby mnie przypadkiem nie wciągnęło. Aktualnie regularnie oglądam tylko 2:

  • Ally McBeal

  • Dwóch i pół

+ cała masa różnych mniej lub bardziej głupkowatych seriali na Comedy Central, ale zazwyczaj tylko podczas weekendowych śniadań

4 rzeczy, które mnie pasjonują

Pasja to bardzo duże słowo. Nie wiem czy mogę powiedzieć o sobie, że takową posiadam. Poniższe proszę więc traktować raczej jako zainteresowania/hobby/fascynację:

  • gotowanie – uwielbiam to robić, uwielbiam eksperymenty kulinarne, wypróbowywanie nowych przepisów, no i uwielbiam jeść.

  • Paryż – jestem absolutnie zakochana w tym mieście. Nie potrafię powiedzieć, co konkretnie mnie w nim zauroczyło: wąskie uliczki, wieża, klimatyczne kafejki, metro, chyba wszystko razem. Ostatni raz byłam 2 lata temu i czuję, że jestem na głodzie.

  • muzyka – z tego jak jest dla mnie ważna zdałam sobie sprawę podczas wyjazdów do Chin. Tam niestety nie miałam dostępu do „normalnej” muzy i bardzo mi jej brakowało. Chińskie przeboje nie zaspokajały moich melomańskich potrzeb.

  • fotografia – nie wiem czy powinnam ją tu umieszczać, bo nie interesuję się fotografią, nie znam zasad robienia dobrych zdjęć, nie mam wypasionego aparatu. Ale uwielbiam robić zdjęcia pięknym przedmiotom, budynkom, latarniom, okiennicom, krajobrazom, drzewom, liściom, kwiatom, ptakom, chmurom. Zazwyczaj jeden upatrzony obiekt obfotografowuję z co najmniej kilku stron i perspektyw, w nadziei, że któreś ujęcie okaże się na tyle udane, że będę je mogła wywołać, powiesić na ścianie i chwalić się, że moje. Póki co posiadam masę pustych ramek i kupę niewywołanych zdjęć.

4 słowa/sformułowania, które często mówię
  • dziękuję i przepraszam – czasem chyba nawet nadużywam, taka już ze mnie grzeczna dziewczynka

  • qrwa – to tak w kontraście do powyższych – wstyd, wiem o tym i obiecuję, że przy dziecku nie będę

  • nie lubię Cię – wcale nie w oryginalnym znaczeniu - prawdziwe zna tylko małż:)

  • będzie dobrze? - koniecznie ze znakiem zapytania i tylko do małża

4 rzeczy, których nauczyłam się z przeszłości
  • nigdy nie mów, że kogoś lubisz albo że jest fajny – wkrótce okaże się, że nie jest

  • modlitwa potrafi zdziałać cuda

  • moja mama ma zawsze rację

  • nigdy nie oceniaj postępowania innych, jeśli sam nie byłeś w podobnej sytuacji

4 miejsca, do których chciałabym pojechać

  • USA – to moje marzenie od zawsze. Nie mam pojęcia kiedy i jak się zrodziło, ale wcale mi nie przechodzi.

  • Paryż – jak już pisałam: byłam, ale wciąż mi mało.

  • Chiny – byłam kilka razy, ale chciałabym móc pojechać turystycznie no i przede wszystkim z małżem. Chciałabym razem z nim popróbować tamtejszej kuchni, ponarzekać na wszechobecny smród, zobaczyć opad jego szczęki na widok chińskiego muru a wieczorem zalec w jakimś luksusowym hotelu na Pudong w Szanghaju.

  • Praga – nigdy nie byłam, a chciałabym.

4 rzeczy, które robiłam wczoraj

  • obraziłam się na małża za to, że nie dzwonił (ale już mu wybaczyłam)

  • w końcu kupiłam stanik do karmienia

  • odwiedziłam moją babcię (robię to codziennie)

  • wzięłam długi gorący prysznic (to też robię codziennie)

4 rzeczy, które kocham w zimie

Dla ścisłości: nie lubię zimy, więc trudno o rzeczy, które bym w niej kochała, ale jest kilka, które czynią ją znośną:

  • harce mojego psa na śniegu

  • długie wieczory z małżem, na kanapie, pod kocem

  • widok ośnieżonego lasu z mojego okna

  • wieczorne spacery po mieście przystrojonym świątecznymi lampkami

4 rzeczy na mojej liście pragnień

Ten punkt jest dla mnie najtrudniejszy, bo przychodzą mi do głowy same oczywistości typu:

  • szczęście najbliższych

  • zdrowe dziecko

  • wystarczająca ilość pieniędzy, by móc godnie żyć

  • satysfakcjonująca praca

Ale żeby nie było tak poważanie to może jeszcze 4 mniej realne:

  • mieć duży biust i mniejsze uszy

  • pokonać swoje fobie

  • żeby zawsze było lato

  • żeby czas był rozciągliwy


Do zabawy nominuję traumatic-bunny.



wtorek, 18 stycznia 2011
Uwaga marudzę

Małż znowu wyjechał w delegację. Tym razem nawet nie mogliśmy się do tego przygotować psychicznie. Po prostu wczoraj około południa dowiedział się, że dziś o 5 rano wybywa. Mam doła. Nie wiem czy to efekt jego wyjazdu, czy coś więcej. Męczy mnie już ta ciąża. Wkurzają mnie te wszystkie ciążowe fora, na których uśmiechnięte przyszłe mamusie opowiadają jaki to cudowny czas bo fasolka, bo brzusio i bobasek tiu tiu tiu. Tfu. Owszem są miłe chwile. Gdy mała się rusza (podkreślam rusza, a nie kopie, przeciąga i sprawdza czy może uda się wyleźć przez matczyny pępek) albo, gdy małż z rozczuleniem patrzy na mój brzuch. Ale zaczynam mieć dość trudności w założeniu skarpetek, zastanawiania się czy jak ukucnę to wstanę albo czy na szczyt tych schodów dotrę sama, czy może już we dwie. A przede wszystkim mam dość tego ciągłego strachu. Dla mnie ta ciąża to przede wszystkim zamartwianie się czy aby małej czymś nie szkodzę. Nawet teraz, gdy siedzę przy kompie, mam wyrzuty sumienia, że nie leżę. Wiem, że zrzędzę i że w moim przypadku to przede wszystkim wina tego, że ciągle jestem głodna i że nie mogę wyjść z domu, więc brakuje mi rozrywek. Ale to nie tylko to. Ja chyba po prostu zaczynam mieć cykora. Boję się zmiany, która nas czeka. Małż też się boi. Niby razem raźniej, tylko jak ma mi być raźniej jak on wyjechał? Ech. Idę spać. Może do jutra mi przejdzie.


środa, 12 stycznia 2011
Opuszczona i znudzona

Co robi żona, gdy jej mąż wyjeżdża w delegację? Każda żona, która nagle zyskała 2 dni wolności z całą pewnością napisałaby teraz interesującą notkę o tym czego udało jej się dokonać w tym czasie. Niestety żona, o której mowa, z racji posiadania wielkiego brzuchola, skróconej szyjki macicy i śliskiej nawierzchni na zewnątrz nie może sobie pozwolić na zbyt wielkie szaleństwo. Tak więc taka niemobilna żona pod nieobecność męża siedzi w domu. I o ile do południa robi to co zwykle i nie jest to dla niej problemem (bo przez 2 miesiące już zdążyła się przyzwyczaić), to od godziny 17tej (kiedy to szanowny małżonek powinien stanąć w drzwiach, a nie staje) pozostawiona sama sobie żona zaczyna czuć się nieswojo i szukać zajęcia dla siebie i psa, który najwidoczniej tęskni za panem jeszcze bardziej niż ona.

Samotna żona nadrabia zaległości czytelnicze, robi pachnącą kąpiel dla swoich stóp (zwykle szkoda na to czasu), maluje paznokcie (to i tak by zrobiła), bierze prysznic jeszcze dłuższy niż zwykle (a zazwyczaj prysznice bierze długie), bawi się z psem (choć to zajęcie należy do jego pana), dzwoni do męża (3 razy), ogląda film, którego z mężem raczej by nie obejrzała („Zakochany Paryż” widział raz i mu wystarczy), aż w końcu kładzie się spać (sama, bo pies niestety postanawia poczekać na pana w przedpokoju).


To moje zajęcia z wczoraj. Dziś jak widać udało się spłodzić wpis na blogu, do obejrzenia przygotowałam sobie Amelię (no chyba, że TV się spisze i coś sensownego zapoda), a na rozweselenie Kluski (ona autentycznie na niego czeka) brakuje mi pomysłów. Zabawy statyczne jakoś kiepsko mi wychodzą, a ganianie za nią po domu nie jest w moim stanie wskazane. Gdybym tylko mogła jej jakoś przekazać, że on dzisiaj wieczorem wraca:)