RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Wróciłam i już nawet odespałam

Przed wyjazdem nie miałam czasu na wpis więc wyjaśniam: znów służbowo byłam w Chinach. Ten wyjazd był chyba dla mnie przełomowy, bo po raz pierwszy nie bałam się lotu. Mam nadzieję, że już mi tak zostanie, bo taka bezstresowa podróż bardzo mi odpowiadała.

Jeśli chodzi o sam pobyt tam, to niezmiennie zadziwia mnie jedno: jak to możliwe, że naród który potrafi wszystko, nie odczuwa potrzeby poprawienia sobie podstawowych warunków życia. Tak tak, mówię o traumatycznym dla mnie przeżyciu jakim jest sikanie do dziury w podłodze.

Powrót był tym razem podwójnie przyjemny, bo najpierw witała mnie Klucha a potem małż. Mamy za sobą idealną sobotę, w której udało nam się zmieścić wspólne śniadanie, spacer z Kluchą po zaśnieżonym lesie, i wieczorne lenistwo przed telewizorem.

Dziś niestety jestem zmuszona trochę popracować i napisać raport z wyjazdu, ale mam nadzieję, że dalsza część dnia będzie udana zwłaszcza że małż obiecał zabrać mnie do Cafe Anioł.

czwartek, 14 stycznia 2010
ZZZimno

Jedynym wg mnie uzasadnieniem dla takiego mrozu jest widok, jaki mam dziś za oknem. Długo się wzbraniałam, ale w końcu nie wytrzymałam i otworzyłam okno żeby obfotografować te cuda. Nie było warto narażać się na kontakt z tą temperaturą, bo zdjęcia nie oddają uroku tego widoku (się zrymowało).

Mamy w domu nowy sprzęt AGD. Dostaliśmy od teściów toster. No i ten toster wystrzeliwuje grzanki. Cholera, to mój pierwszy toster więc może tak ma być? Może to normalne, że trzeba z tacką grzecznie czekać przed sprzętem a potem takiego wyczekanego tosta w tą tackę złapać? A jeśli to nie jest cecha charakterystyczna wszystkich tosterów, to może to dlatego że to toster Zeptera czyli ponoć wypasiony sprzęt najwyższej klasy, więc musi mieć jakiś bajer? Ja osobiście za taki bajer serdecznie dziękuję. Nie mam tyle cierpliwości żeby stać przed maszyną i patrzeć jak mi się chlebek opieka. No ale jak nie stoję, to potem chlebek zbieram z podłogi. Fakt, ze ładnie opieczony, ale jednak z podłogi to już nie to samo. Klucha na szczęście nigdy nie zdąża go dopaść, bo w momencie wystrzału się przestrasza i zwiewa w przeciwnym kierunku. Ja natomiast po wystrzale rzucam się na podłogę, by pozbierać amunicję. Czyli tak czy siak, czy czekam z tacką czy nie czekam,  ćwiczę refleks.

piątek, 08 stycznia 2010
Migrenowe mrzonki

Migrena. Znów mnie dopadła cholera jedna. A tyle miałam planów na dziś. W pracy dużo roboty, po pracy miał być wypad do miasta i polowanie na przeceny a potem spotkanie z małżem w celu rozeznania się w monitorach (zamierzamy kupić nowy). No i oczywiście jeszcze nie zaplanowany, ale na pewno bardzo przyjemny piątkowy wieczór. Tymczasem od dwóch godzin siedzę przy biurku z głową opartą o blat, wypad na zakupy też zapewne nie dojdzie do skutku, a wieczór spędzę w łóżku, w najlepszym wypadku śpiąc.
Leżąc tak na tym biurku zatęskniłam nagle za plażą. Chyba pracujące komputery wywołały u mnie skojarzenia z szumem morzem. Nie jestem wielką miłośniczką wylegiwania się na plaży, ale teraz do tego szumu bardzo chętnie dodałabym wszystko to na co zwykle narzkałam czyli wrzaski dzieciaków, wszędobylski piasek i żar lejący się z nieba. Po czym zgrzana i spocona wstałabym z ręcznika, otrzepała się z piasku (oczywiście nieskutecznie) i założyła sandały, w których resztki piasku uwierałyby mnie przez całą drogę do domu. Niestety nic z tego. O godzinie 15 podniosę ciężki i obolały łeb znad biurka, założę kamizelkę, płaszcz, czapkę, szalik i rękawiczki i wyjdę w moich śliskich butach na śnieg. Ehhh jak ja tęsknię za latem i słońcem.

środa, 06 stycznia 2010
Przepraszam czy tu biją?

No i mamy Nowy Rok. Uwielbiam to uczucie, że wszystko się zaczyna, wszystko jest przed nami, i wiosna, i lato (o ile jest w tym roku przewidziane), i może jakiś urlop. Tym razem nie robię żadnych noworocznych postanowień ani planów. Nie mam dużych oczekiwań. Co ma się wydarzyć i tak się wydarzy, niezależnie od tego czy będzie zaplanowane, czy nie. Mam jedynie ogromną nadzieję, że ten rok nie da mi po dupie tak jak poprzedni.