Blog > Komentarze do wpisu
Dziecku niewiele potrzeba do szczęścia

Madzia na wakacjach

Te zdjęcia zrobiłam niedawno podczas kilkudniowego pobytu u moich teściów na Mazurach. Wyjazd ten już raz przekładany z powodu choroby Madziuty i tym razem wisiał na włosku, z tego samego powodu. Ale na szczęście udało się Madzię wykurować i u babci była już całkiem jak nowa. A tam całe dnie biegała boso, turlała się po trawie, podlewała kwiatki i siebie przy okazji. Puszczała bańki mydlane. Pobiła swój rekord w ilości zjedzonych lodów. Codziennie odwiedzała plac zabaw i chodziła nad jezioro karmić kaczki. Do zabawy wystarczało jej wiaderko z wodą i konewka a w piasku zakrętka od butelki. Aby ją choć na chwilę zgarnąć ze słońca, wabiliśmy ją książką z baśniami.

Jej euforię przerywały tylko drobne zakłócenia. Raz było to znalezienie martwego wróbla (odbyliśmy naszą pierwszą rozmowę o umieraniu), a innym razem kaczka, która ją dziobnęła. Pół miasta dowiedziało się o tym fakcie:) Ale gdy tylko skończył się lament, Madzia pogroziła kaczce („nie dziob mnie więcej ty wstlętna kaczko”), po czym chyba nawet jej wybaczyła, i przed dziadkami próbowała tłumaczyć, że przecież kaczka to nie jest piesek i nie umie jeść z rączki:)

Dzięki temu wyjazdowi upewniłam się, że nie musimy kombinować i na nasz właściwy urlop w lipcu znów pojedziemy do dziadków, ponieważ Madzi nie można już bardziej uszczęśliwić. Każda próba ulepszenia, będzie już po prostu przegięciem. Nawet plac zabaw wg nas bardziej „wypasiony” nie przypadł jej do gustu tak jak ten, na którym bawiła się pierwszego dnia.

I mimo biegania boso po zimnych kaflach, moczenia nóżek w zimnej wodzie i mimo dwóch porcji lodów dziennie, nic jej nie było. A po powrocie rozłożyły ją trzy dni w przedszkolu. Mam już naprawdę dość. I poważnie zastanawiam się czy w okresie wakacji w ogóle ją do przedszkola posyłać. Bo dziś na szczęście mamy kiepską pogodę, więc nie szkoda mi, że siedzimy w domu. Ale nie chcę w pełni lata słuchać jak moje dziecko planuje co będzie robić jak wyzdrowieje. I strasznie mi jej szkoda, jak opowiada o koleżance, która jest zawsze w przedszkolu bo jest zawsze zdrowa i jak mówi, że ona też kiedyś będzie zawsze zdrowa.

Mojemu dziecku niewiele potrzeba do szczęścia. Ale zdrowie to niezbędne minimum.



niedziela, 22 czerwca 2014, ankakd

Polecane wpisy

  • Przygoda w lesie

    Był ciepły wrześniowy dzień. Pogoda zachęcała do wyjścia. Madzia wręcz nalegała. Wybraliśmy się więc na rodzinny spacer do lasu. Dziecko na rowerze, dziadkowie

  • Sen

    Rzecz miała miejsce kilka nocy temu. Śniło mi się, że rozmawiam z moją córką. Ja w sposób jasny i przekonujący opowiadam jej coś o płatkach kwiatów leżących na

  • Moje dzieczko doraszta

    Jeszcze nie wyszłam z szoku, że Madzia poznała różnicę między chłopcami a dziewczynkami a tu już kolejny dowód na to, że ona naprawdę dorasta. Moja córka bowiem

Komentarze
2014/07/06 14:11:25
Nic bardziej cudownego w świecie...
jak dziecko świergoli - po swojemu.
I jak nawet nie wiemy co plecie:
zachwyt udziela się każdemu !
Mnie też. Serdecznie Obie pozdrawiam.
W.
-
2014/07/06 20:19:16
Ależ urocze dziewczątko z Madzi :))
Twoje spostrzeżenia są słuszne,
dzieciom do szczęścia potrzeba zaskakująco mało :)
-
ankakd
2014/07/08 21:52:53
wiecho
I my pozdrawiamy:)

asprocolia
Wczoraj odkryłam, że Madzia lepiej bawi się w brudnym piasku patyczkiem po lodzie niż w wypasionej piaskownicy z mnóstwem foremek. Wygląda na to, że im mniej tym lepiej.
-
Gość: mama mateusza i lenki : , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/11 09:16:23
śliczna Madziuta :)